21-05-2019 eKurier | Szczecin/Region
Gmina Moryń ma problem

Kto weźmie 10 kóz?

Kto weźmie 10 kóz?
Nie każdy może zapewnić dobrą opiekę zwierzętom kopytnym, np. kozom. Konieczny jest choćby ogrodzony wybieg z dostępem do trawy i wody, szopa i stała opieka. Właściciel musi też takie zwierzęta zarejestrować w ARiMR oraz zakolczykować. Na zdjęciu: wybieg dla kóz w folwarku w Skarbimierzycach. Fot. Dariusz GORAJSKI

Gmina Moryń ma problem. Otóż dość nieoczekiwanie stała się ona prawnym właścicielem dziesięciu kóz. Na mocy wyroku sądu kozy przed prawie dwoma laty odebrano pewnej fundacji. Zdaniem sądu, organizacja ta nie zapewniała zwierzętom odpowiedniej opieki. Wcześniej los kóz podzieliły konie i krowy, którym wspomniana fundacja także nie była w stanie zapewnić należytej opieki. Część koni trafiła do ośrodka jeździeckiego pod Moryniem. Niedawno – po wyroku sądu drugiej instancji – gmina ogłosiła, że kozy chętnie odda w dobre ręce.

Okazuje się jednak, że „dobre ręce” to za mało. Kandydat na opiekuna kóz musi zwierzętom zapewnić niezbędne minimum, czyli ogrodzony wybieg z dostępem do trawy, szopę, codzienne porcje siana i owsa, jak również spełnić warunki formalne. Konieczne jest bowiem w przypadku zwierząt kopytnych zarejestrowanie stada w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz zakolczykowanie. Ten ostatni zabieg zwierzęta mają już za sobą.

Jak nas poinformował Jerzy Choroszewicz, sekretarz gminy Moryń, kozy są w bardzo dobrej formie; są dobrze odżywione, zadbane i zdrowe. To efekt prawie dwuletniej opieki gminy nad tymi zwierzętami. Stan ten jednak nie może trwać zbyt długo, bowiem hodowla kóz nie jest – jak wiadomo – właściwą dziedziną działalności samorządów. Mimo że chętnych do zapewnienia opieki zwierzętom jest dość dużo, nie wszyscy spełniają warunki.

Historia stada ze wspomnianego gospodarstwa rolnego prowadzonego przez fundację sięga kilku lat wstecz, kiedy to mieszkańcy zgłosili, że do jednej ze studni wpadły zwierzęta. Na miejscu okazało się, że dwie kozy były już martwe, trzecia natomiast była wycieńczona.

Niebawem wyszło na jaw, że zwierzęta przez dłuższy czas pozbawione były opieki. Lekarz weterynarii potwierdził, że były zaniedbane.

– I to właśnie było głównym powodem tego, że sprawa o odebranie zwierząt fundacji trafiła do sądu – powiedział Jerzy Choroszewicz. – To było prawie dwa lata temu. Sprawa trafiła później do sądu drugiej instancji, który utrzymał postanowienie pierwszej instancji o odebraniu zwierząt – dodał.

Obecnie urzędnicy z Morynia szukają kozom nowego domu. Każdy, kto chciałby pomóc i miałby odpowiednie warunku niezbędne do hodowli tych zwierząt, może skontaktować się z Urzędem Miejskim w Moryniu. Można też dzwonić pod numer 91 466 79 55. ©℗

(r.c.)

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 21-05-2019