12-06-2019 eKurier | Kurier Plus

GÓRY Kolejne szczyty Janusza Adamskiego

Bo wtedy życie smakuje bardziej...

Bo wtedy życie smakuje bardziej...
Pamiątki Jausza Adamskiego. Fot. Dariusz GORAJSKI

Byli 30 metrów od szczytu. Warunki atmosferyczne fatalne, widoczność bliska zeru, na dodatek zamarzły urządzenia nawigacyjne, były problemy z zasileniem i kompletnie siadł GPS. To była prawdziwa walka o życie. Elbrus okazał się nie do zdobycia, ale atak na szczyt dał Januszowi Adamskiemu i jego kolegom bardzo dużo. Nauczył ich po prostu pokory. I dlatego zeszli do bazy. Nie „zasilili” grona poprzedników, którzy zlekceważyli naturę i zostali przez nią strasznie ukarani.

– To była ważna lekcja. Myślę, że dzięki niej uda się zdobyć w przyszłości tę bardzo niebezpieczną górę – mówił 16 lat temu „Kurierowi” Adamski. I tak się stało, zresztą nie tylko w przypadku niewysokiego w porównaniu do himalajskich szczytów Elbrusa, ale także tych, które złożyły się na „Koronę Ziemi” (najwyższe szczyty wszystkich kontynentów), którą szczeciński alpinista zdobył jako trzeci Polak w historii. Bez tej lekcji pokory nie zdobyłby także Mount Everestu w 2017 roku, po brawurowym przejściu od chińskiej strony północnej, a następnie zszedł na stronę południową, nepalską, dokonując pierwszego polskiego i piętnastego światowego trawersu najwyższej góry świata. Pierwszy wspiął się na nią 11 lat wcześniej.

– To były inne czasy i inne warunki. Teraz na

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 12-06-2019



Image
Janusz Adamski na tle Mount Everestu Fot. archiwum