21-06-2019 eKurier | Kurier Plus
Franczyza pełna pułapek

Nabici w kolumbijską Caffee

Nabici w kolumbijską Caffee
„Wracamy za chwilę”, która trwa już przeszło rok u zbiegu al. Piastów i ul. Jagiellońskiej. Fot. Mirosław KWIATKOWSKI

Mirosław KWIATKOWSKI

„W Columbus zawsze staramy się wyjść przed szereg, zrobić jeden krok dalej, a wszystko po to, by jeszcze lepiej realizować wartości, w które wierzymy. Jakość, rozwój, atmosfera – to filary naszej działalności” – czytamy na stronach internetowych szczecińskiej spółki jawnej Columbus Coffee (dalej CC) zarządzanej przez Tomasza Weczera.

W całej Polsce spółka ma ponad 20 lokali (Weczer nie wiedział, ile dokładnie…), których podstawą działalności jest „klient, zespół, relacje. Dbamy o dobre samopoczucie zarówno klientów, jak i naszych pracowników. Dostrzegamy potrzeby każdej ze stron i staramy się wychodzić im naprzeciw”. Tyle tylko że inaczej wygląda to z drugiej strony, czyli od prowadzących te lokale. Wszystkie kawiarnie Columbusa działają na zasadzie franczyzy, która – jak zapewnia spółka – „daje możliwość zapoznania się ze wszystkimi zagadnieniami dotyczącymi umowy franczyzowej głównej oraz kompleksowej oceny inwestycji, minimalizując tym samym ryzyko inwestycyjne. Biuro Główne Columbus Coffee pomaga w znalezieniu odpowiedniej lokalizacji, a następnie opracowuje szczegółowy biznesplan dla wybranej lokalizacji. Przeprowadza analizę zamierzenia inwestycyjnego, projekcji finansowej, oszacowuje stopę zwrotu i plan finansowania inwestycji. Wspólnie z partnerem sporządzony zostaje koncepcyjny projekt architektury wnętrza kawiarni, jak również plan realizacji budowy, aranżacji i wyposażenia technologicznego kawiarni wraz z kosztorysem wykonania”.

Ukradł know-how?

– Nie było żadnego wspólnie opracowanego planu. Narzucono nam materiały budowlane, wykonawców i zawyżono koszty o setki tysięcy zł. Zadłużyłem się w bankach, u znajomych i rodziny – mówi były wiceprezydent Szczecina Leszek Dlouchy, który uwierzył zapewnieniom Weczera, że zrobi wspaniały interes. Zamiast 450 tys. zł wsadził w lokal we Wrocławiu już prawie milion i końca nie było widać. Zerwał umowę i złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Weczera polegającego na tym, że „kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzania własnym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd (…) podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

Weczer twierdzi, że to Dlouchy oszukał spółkę, gdyż dowiedział się, jak prowadzić biznes, poznał know-how CC i założył własny interes. – Ale przecież jak długo można pompować pieniądze w coś, co jest coraz droższe, a fizycznie nie istnieje, a Weczer żądał coraz więcej – mówi Dlouchy.

– Nie jestem oszustem, jak twierdzi Weczer, gdyż nie prowadzę kawiarni, a włoską restaurację w lokalu, który jest moją własnością, a nie Weczera. Do dziś wysyła mi on kolejne faktury do zapłacenia za coś, czego nie otrzymałem, ale ja już złożyłem zawiadomienie do prokuratury – mówi były franczyzobiorca.

Nie podpisał „trzech siódemek”

– Na szczęście nie podpisałem u notariusza „trzech siódemek”, do czego namawiał mnie Weczer – mówi oszukany biznesmen. Artykuł 777 paragraf 4 Kodeksu postępowania cywilnego brzmi: „Tytułem egzekucyjnym jest akt notarialny, w którym dłużnik poddał się egzekucji i który obejmuje obowiązek zapłaty sumy pieniężnej (…) gdy termin zapłaty, uiszczenia lub wydania jest w akcie wskazany”. Ten zapis jest batem na każdego, kto go podpisze, gdyż nieuczciwy kontrahent może go ścigać latami i egzekwować od niego pieniądze.

Wielu dało się jednak na to nabrać i podpisało „trzy siódemki”, jak chociażby pewien biznesmen z centralnej Polski (nie chciał na razie ujawnienia nazwiska), który

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 21-06-2019