26-06-2019 eKurier | Kurier Plus
ROZMOWY Maria Konwicka o ojcu, historii i emocjach

Byli sobie raz

Byli sobie raz
Córka i ojciec: Maria Konwicka i Tadeusz Konwicki Fot. Z książki Marii Konwickiej „Byli sobie raz”

– Po śmierci ojca byłam przybita. Nie miałam sił „grzebać” się w tej mojej, naszej przeszłości. Ale był mus. Musiałam się za to zabrać – mówi Maria Konwicka. Jej książka „Byli sobie raz” jest nie tylko historią rodzinną, ale i podróżą w czasie, w emocje, w nastroje. Córka zmarłego w 2015 roku pisarza i reżysera Tadeusza Konwickiego po raz pierwszy tak obszernie i szczerze opowiada o swoim życiu u boku słynnego taty i jego wpływie na jej losy. Maria Konwicka zdecydowała się także na uporządkowanie i zagospodarowanie spuścizny intelektualnej po artyście. Rękopisy, notatki i pamiątki związane z jego twórczą pracą przekazała do Biblioteki Narodowej, Muzeum Literatury oraz Muzeum Kinematografii w Łodzi. W mieszkaniu, zakupionym przez Instytut Książki, powstała Rezydencja dla tłumaczy im. Tadeusza Konwickiego.

– „Byli sobie raz” to książka, w której opisała pani świat miniony. Świat, do którego nie ma już wstępu. Przyznam się, że właśnie to najbardziej w niej lubię – że nie można już wejść do tego świata i go zepsuć.

– Moja książka jest trochę niczym kapsuła czasu. Zgodzę się z panem. Nie chciałam, tak do końca, aby ta opowieść wybrzmiała smutno czy nostalgicznie. Pod hasłem: „Świat, do którego nie można wejść” – jak pan powiedział. Dlatego dałam tytuł „Byli sobie raz”. Jak w bajkach, które zaczynają się często od słów: Pewnego razu, za górami za lasami. Bo przecież to był, a może nadal wciąż jest dla mnie bajkowy świat. A jednocześnie przeszłość. Za sprawą tej książki, wierzę, ten świat być może choć na moment ożyje. Uczeni twierdzą, że żyjemy w rzeczywistości, którą możemy zamknąć w hologramie. Mówią również, że każda cząstka zawiera cząstkę czegoś innego… Więc może razem z odchodzeniem ludzi odchodzi kawałek świata, który był ich cząstką. Ojciec powtarzał, że „pisze energią”. Był przekonany, że w jego zapisie, w zdjęciach jest energia. Uważam tak samo jak on.

– Powiedzieliśmy sobie, jeszcze przed rozmową, że to, co nas dzisiaj spotyka, to w czym żyjemy, jest w jakimś stopniu obce. Zgodziliśmy się oboje co do tego, że zarówno pani, jak i mnie, coraz bardziej odległe. Stanisław Lem – pisarz z pokolenia pani ojca – taką właśnie teraźniejszość przewidział już dawno temu?

– Zgadza się. Choć był twórcą, który trzymał się z boku środowiska. Osobiście go nie poznałam. Jak tych, których portretuję w „Byli sobie raz”. Ale pamiętam jeden z jego ostatnich telewizyjnych wywiadów, a dokładnie fragment dostępny w internecie, w którym przyznaje, jak bardzo jest rozczarowany rzeczywistością jaka nadeszła. Dodał, że czytał już wyłącznie pisma naukowe. Nic więcej. Powiedział coś takiego: „Rzeczywistość przerosła jego najśmielsze oczekiwania”. Czuję podobnie: że żyję i poruszam się w nowym matrixie. On już nie jest ani mój, ani nie był Lema, a już na pewno mojego ojca.

– A wierzy pani w zmianę?

– Nieśmiało przyznam, że obserwuję coś na jej kształt… Wspomniany matrix jakby się przetasowuje. Może zachodzi zmiana podobna do entropii? System się rozsypuje, po czym na nowo się scala. Tylko na wyższym poziomie. Wierzę w to, bo z natury pozostaję optymistką. Wierzę, że on na nowo się scali. Dla

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 26-06-2019