08-11-2019 eKurier | Kurier Plus
Wygrałem konkurs recytatorski – wtedy „Kurier Szczeciński” o mnie pisał

Dymny – zapomniany geniusz

Dymny – zapomniany geniusz
Fot. Ryszard PAKIESER

Z Krzysztofem Materną, reżyserem spektaklu „Dymny” w szczecińskim Teatrze Polskim rozmawia Monika GAPIŃSKA

 

– Przez wiele lat w Szczecinie odbywały się „Dymnalia” inspirowane twórczością Wiesława Dymnego. Czy dlatego właśnie szczeciński teatr wybrał pan na wystawienie spektaklu o krakowskim artyście?

– Inicjatorem tego przedsięwzięcia był profesor Hausner, który jest organizatorem kongresu Open Eyes Economy Summit. Co roku towarzyszy tej imprezie wielkie wydarzenie artystyczne, związane z Krakowem. Stąd profesor zwrócił się do mnie, bym zrobił spektakl pod tytułem „Dymny”. Dla mnie jest to pewien rodzaj klamry życiowej, ponieważ ja się wychowałem w Krakowie z Dymnym. Razem z Markiem Pacułą nosiliśmy za Dymnym flaszkę. Dymny odprowadzał mnie też, kiedy jechałem do karnej jednostki w Trzebiatowie, a wcześniej ostrzygł mnie na zero. To była osoba, którą ja się fascynowałem, kiedy byłem jeszcze w szkole teatralnej w Krakowie. Dotąd schedą artystyczną po Dymnym bardzo dobrze się opiekowali Marek Pacuła w Krakowie i Adam Opatowicz w Szczecinie, kultywując kontakt z Piwnicą pod Baranami i jej atmosferą. W pewnym sensie zatem reżyserowanie w Szczecinie spektaklu o Dymnym to jest jak powrót do paszczy lwa. Ale uznałem, że Teatr Polski to jest najwłaściwsze miejsce do realizacji takiego przedstawienia. Tu jest ten „duch”. Kiedy rozmawiam z tak wybitnym aktorem jak Michał Janicki, słyszę: „Już dawno nie pracowaliśmy z tak wspaniałą literaturą i takim rodzajem poczucia humoru”. Tu wszyscy w Teatrze Polskim mają ogromny szacunek w stosunku do świętej pamięci Dymnego. Tu

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 08-11-2019