08-11-2019 eKurier | Sport
RZUT Z AUTU

Jęki, męki i inne dźwięki

Piłka nożna to taka gra, w której obok goli najważniejsze są faule. Tak, nie udawajmy, że cenimy sobie w niej jakieś tam „piękno”. Zwłaszcza w kraju, gdzie na boiskach go nie ma, jest za to sieczka i młócka. I to właśnie one budzą najwięcej emocji.

Im który faul brutalniejszy, tym jego atrakcyjność rośnie. Dobry, ostry faul podgrzewa atmosferę, utwierdzając nas, kibiców obu stron, w przekonaniu, że drużyna i klub faulującego „naszych” (niewinnych aniołków i rycerzy) to… (tu proszę sobie wpisać dowolne rytualne wulgaryzmy).

Błyskotliwe akcje? Strzały w poprzeczkę? Dryblingi? Sprint z piłką? Udana parada bramkarza? Ee… bez przesady. To są igraszki dla dzieci. Dorosłych kibiców podnieca faul. Nasz frunie w powietrzu, wyglądając tak, jakby po lądowaniu miał stracić oba skrzydła i podwozie? O! Cóż to za widok wstrząsający, zwieramy więc szyki i szukamy wzrokiem kandydata do wytłumaczenia mu słowem i czynem, że ten cham z jego drużyny to… (tu proszę sobie wpisać…).

A jeśli to piłkarz rywala ryje nosem trawę, zaznaczając nim nieprawidłową linię pola karnego lub autu, do czego zachęcił go kopniakiem albo łokciem któryś z naszych? Możliwości są dwie. Po pierwsze: udaje! Nie dość, że pajac, to kłamca!

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 08-11-2019