18-11-2019 eKurier | Sport
Przypominamy plebiscyty z przeszłości. Dziś rok 1977
Wawrowski za Wejkszą
W roku poolimpijskim wielu znanych sportowców znalazło się w cieniu młodziutkiej szczecińskiej pływaczki Iwony Wejkszy. 17-letnia podopieczna równie młodego i rozpoczynającego trenerską karierę Jerzego Troszczyńskiego stała się prawdziwą rewelacją krajowych basenów.
Aż pięć razy poprawiała rekordy Polski - trzy razy na krótkim basenie i dwa razy na długim. Szczególnie ceniła sobie osiągnięcie z grudnia. Podczas zawodów rozgrywanych w Szczecinie popłynęła dystans 200 metrów stylem motylkowym w czasie 2:21.0 i była to jej pierwsza rekordowa próba na tym dłuższym dystansie, ale nie ostatnia w karierze. Dodatkowo uzyskana przed własną publicznością, rodziną i znajomymi.
Iwona Wejksza w klasyfikacji na najlepszego sportowca ziemi szczecińskiej wyprzedziła między innymi Henryka Wawrowskiego, podstawowego piłkarza Pogoni i reprezentacji Polski. Z tą drugą uzyskał awans do finałów mistrzostw świata w Argentynie.
Grał w decydujących meczach - z Danią i Portugalią. Po tym ostatnim usłyszał z ust trenera Jacka Gmocha, że jest jednym z nielicznych pewniaków na finały mistrzostw świata, ale jak się później okazało, były to tylko słowa, bo obrońca Pogoni do Argentyny już nie pojechał.
Filar ostatniej drużyny w tabeli
Jesienią 1977 roku zdołał utrzymać wysoką formę, choć jego drużyna klubowa spisywała się fatalnie. Po rundzie jesiennej zajmowała ostatnie miejsce w tabeli z małymi szansami na utrzymanie, co w efekcie udało się zrealizować.
Na trzecim miejscu uplasował się Stefan Piecyk nawiązujący do świetnych rodzinnych tradycji stargardzkiej lekkiej atletyki. 19-letni płotkarz swój największy sukces osiągnął na mistrzostwach Europy juniorów w Doniecku. Tam przebiegł dystans 400 m p.pł. w czasie 51,23 i wywalczył tytuł mistrza Europy.
Nigdy później nie biegał już tak szybko. W roku 1977 osiągał też swoje najlepsze rezultaty na innych dystansach. Na 110 m p.pł. potrafił przebiec w czasie 14,5 sekundy, a na 400 m w 47,5.
W dziesiątce najlepszych sportowców nie mogło zabraknąć kolarzy - podopiecznych trenera Waldemara Mosbauera. Byli nimi: Jerzy Siarnecki i Bernard Kręczyński. Ten pierwszy był wschodzącą gwiazdą rodzimego kolarstwa, który spore sukcesy osiągał też na szosie, natomiast Kręczyński miał już swoją renomę i uznanie.
Torowi mistrzowie
Obaj wywalczyli dla Gryfa Szczecin drużynowe mistrzostwo Polski na 4 km. Ponadto Kręczyński był też mistrzem Polski dwójkami. Kręczyński już wtedy
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 18-11-2019