10-04-2020 eKurier | Sport
Rzut z autu

Top Tamten

Top Tamten
Zwycięski remis Polski z Anglią na Wembley w roku 1973 zapadł głęboko w serca wszystkim Polakom pamiętającym tamte czasy. Fot. archiwum

Wrzuciłem Państwu przed tygodniem pewien pomysł. Przypomnę w paru słowach, bo nie wiem, czy ci, którzy czytają mnie teraz, czytali i w ubiegły piątek.

A więc… Zaproponowałem, byśmy sobie sporządzili - osobno, a może kiedyś uda się, że wspólnie - Wszech Listę Przebojów sportowych. I spróbowali wybrać 10 wydarzeń z naszego życia kibica, które były naj-naj, bo dostarczyły nam najwięcej emocji i radości, ale też wzruszeń innych, ze łzami włącznie.

Zasada jest prosta. Można wybierać an block - np. całe mecze albo ich fragment - siatkarski set czy ostatnią rundę walki - ale najfajniej wskazać na konkretne chwile, ekstramomenty, iskry wciąż żarzące się w pamięci. I co? Jesteście Państwo gotowi? Bo ja - tak. Mam już swój Top Ten. A właściwie Top Tamten, jako że o wspomnienia przecież chodzi. Zaczynam od końca, żeby rosło napięcie (nie można się przecież bez przerwy napinać wirusem). Ale najpierw dwa wyróżnienia.

I. Wyróżnienie (nie) honorowe (bo za walkę niezbyt… honorową)

Druga walka Gołoty z Riddickiem Bowe (14 grudnia 1996 r.) w wadze ciężkiej. Rewanż za przegrany (przez dyskwalifikację) bój o mistrzostwo świata. Niesłychanie dramatyczny rewanż. Gołota znów jest lepszy, ale sam też pada na deski. Wygrywa jednak na punkty.

Wszyscy drżą już tylko, by wytrzymał… psychicznie. I żeby, jak w walce poprzedniej, nie zadał „Wielkiemu Tatusiowi" (Big Daddy) ciosu w… no, poniżej pasa. Do końca dziewiątej (przedostatniej) rundy zostało kilkanaście sekund, a on… znów to zrobił! Podobno był wykończony, półprzytomny, ale… Wystarczyło wytrwać w klinczu trzy minuty rundy ostatniej. Niestety. Nasz najlepszy bokser zawodowy w historii miał zupełnie nieprofesjonalną głowę.

II. Wyróżnienie (honorowe!)

Zwycięski gol Tadeusza Czubaka w meczu Pogoni Szczecin ze Stalą Rzeszów. To był bodaj (niech mnie, jak by co, poprawi redaktor Parada, on wie na pewno) sezon 1971/72. Pogoń dołowała. Mecz ze Stalą był o wszystko - dla obu drużyn - czyli o utrzymanie. Przy czym Pogoń musiała wygrać. Ale i grała jak z nut. Prowadziła cały czas, na pewno było 2:0, lecz w końcu zrobiło się 3:3. Pięć minut przed gwizdkiem!… Dla portowców strzelał głównie Tadeusz Czubak (dwie).

I to również on zdobył tę trzecią (na hat-tricka!), najważniejszą, bo na 4:3. Byłem tam, na stadionie, w tłumie wielkim, na polu karnym Rzeszowa też panował tłok, ale wciąż tego gola widzę - bo to był gol głową, specjalność Czubaka… Mówiąc na

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 10-04-2020