15-06-2020 eKurier | Sport
KOLARSTWO 19 olimpijskich nominacji, kilka dekad dominacji

Gryf pełen sukcesów

Gryf pełen sukcesów
Waldemar Mosbauer (po lewej) ze swoim pierwszym utytułowanym wychowankiem Rajmundem Zielińskim Fot. archiwum

Ponad pół wieku temu powstał w Szczecinie kolarski klub sportowy Gryf Szczecin, którego współtwórcą był Waldemar Mosbauer. Legendarny szkoleniowiec stworzył w Szczecinie miejsce, w którym taśmowo selekcjonowano i doprowadzano do światowego poziomu kilka pokoleń kolarskich gigantów na torze.

82-letni dziś trener doprowadził swoich podopiecznych do 19 olimpijskich nominacji. Kolarze torowi przez wiele lat byli szczecińskimi eksportowymi sportowcami biorącymi udział w najważniejszych światowych imprezach włącznie z igrzyskami olimpijskimi i mistrzostwami świata.

Waldemar Mosbauer prowadził w swojej długiej trenerskiej karierze takich zawodników, jak: Rajmund Zieliński, Zygfryd Jarema, Czesław Polewiak, Henryk Woźniak, Stanisław Labocha, Wojciech Matusiak, Ryszard Konkolewski, Bernard Kręczyński, Zbigniew Płatek, Andrzej Sikorski, Ryszard Dawidowicz, Marian Turowski, Damian Zieliński i Robert Karśnicki. Wszyscy byli liczącymi się w kraju i za granicą zawodnikami z konkretnymi osiągnięciami.

Pierwszym wychowankiem Waldemara Mosbauera był Rajmund Zieliński. Obaj byli praktycznie rówieśnikami, Zieliński był zaledwie dwa lata młodszy. Ponad pół wieku temu takie sytuacje nie zdarzały się często, ale obaj świetnie ze sobą współpracowali.

Zieliński w latach 60. ubiegłego wieku był znakomitym szosowcem, pięć razy brał udział w Wyścigu Pokoju, jako pierwszy Polak wygrał w tej imprezie czasówkę, jednak pod koniec swojej kariery za namową Waldemara Mosbauera poświęcił się jeździe na torze i zyskał na tym bardzo wiele.

W Bernie o krok od medalu

Apogeum swojej formy miał w roku 1969. Wcześniej przez sześć lat był niepokonany na dystansie 4 km, ale brakowało mu sukcesu międzynarodowego. Na mistrzostwach świata w Bernie był o krok od medalu. Zajął czwarte miejsce, ustępując tylko dwóm Francuzom i Szwajcarowi. Był najszybszym kolarzem z byłego bloku wschodniego.

Rok wcześniej pojechał na swoje drugie igrzyska olimpijskie do Meksyku. Najważniejszym startem był wyścig na 4 km. Drużynowo. Jednym z jego partnerów był kolega klubowy z Gryfu Szczecin Wojciech Matusiak znany też z sukcesów w kolarstwie szosowym.

- Przed zawodami liczyliśmy nawet na medal - ocenia W. Matusiak.

W eliminacyjnym wyścigu Polacy mierzyli się z Czechosłowacją i przegrali.

- Uzyskaliśmy jednak piąty czas i ten wynik kwalifikował nas do ćwierćfinałowej rozgrywki. W niej spotkaliśmy się z Niemcami z zachodu i znów przegraliśmy, odpadając z rywalizacji. W drużynie niemieckiej jeden z zawodników się poturbował, a drużyna dojechała do mety w trzyosobowym składzie. Mimo to uzyskali lepszy od nas wynik, wypychając nas ze strefy medalowej.

Kręczyński w ślady Zielińskiego

Kolarzem niezwykle utalentowanym był Bernard Kręczyński. Wychowanek legendarnego stargardzkiego trenera Bernarda Pruskiego, który był jednocześnie jego wujkiem, trafił pod skrzydła Waldemara Mosbauera w odpowiednim czasie. Zakwalifikował się do czteroosobowej ekipy w wyścigu na 4 km na dochodzenie podczas igrzysk olimpijskich w Monachium w roku

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 15-06-2020