31-07-2020 eKurier | Kurier Plus
Po latach zaniedbań

„Gryfia” inwestuje i szuka pracowników

„Gryfia” inwestuje i szuka pracowników
Fot. Elżbieta KUBOWSKA

Z Krzysztofem ZAREMBĄ, prezesem Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia” w Szczecinie, rozmawia Elżbieta KUBOWSKA

 

– Gdy pół roku temu został pan prezesem „Gryfii”, w jakim stanie zastał pan spółkę?

– Sytuację „Gryfii” znam od wielu lat, bo zajmowałem się nią jako poseł poprzedniej kadencji Sejmu i wiceprzewodniczący Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, a w latach 2014-15 byłem członkiem rady nadzorczej tej spółki z ramienia załogi. W związku z tym kondycja firmy była mi znana, jak i wszystkie zagadnienia związane z jej funkcjonowaniem. Mogę powiedzieć, parafrazując Marka Twaina, że pogłoski o śmierci „Gryfii” były zdecydowanie przesadzone. Firma sobie radzi. Oczywiście, program naprawy i modernizacji, który realizujemy, jest pokłosiem tego, co się działo z „Gryfią” w latach 2008-2015, za rządów PO i PSL, kiedy to cały przemysł stoczniowy był w niełasce u właściciela, czyli ówczesnych władz. Skończyło się to tragicznie dla Stoczni Szczecińskiej, bo jej likwidacją. „Gryfia” też była w złym stanie, gdyż poprzednie zarządy – do roku 2015 – nie miały pomysłu na jej funkcjonowanie, poza jednym – że może być wypożyczalnią doków.

– To znaczy?

– Firmy, które były „stoczniami w teczce”, a właściciele niektórych z nich kolegowali się z posłami PO, zlecały remonty w „Gryfii” z tzw. zamówieniem armatorskim. Na czym to polegało? Armator wskazywał, która firma ma wykonać daną część remontu, no i zwykle wychodziło tak, że „Gryfii” przypadał zakres robót najbardziej koszto- i pracochłonnych, czyli to wszystko, co jest w statku od linii wody w dół i wymaga dokowania. Cała reszta natomiast, ta remontowa „śmietanka”, była spijana przez firmy zewnętrzne. Chodzi o instalacje, maszynownię, mechanikę, elektronikę, systemy nawigacji, wyposażenie wnętrz etc. I w momencie kiedy – paradoksalnie – była największa hossa na rynku remontów statków, „Gryfia” wcale z niej nie korzystała. Po 2015 roku, kiedy nastąpiła zmiana władzy, ten proceder został zatrzymany i do dzisiaj w „Gryfii” obowiązuje zasada, że to my wykonujemy całość remontu, oczywiście w zakresie, w jakim sobie armator życzy. Mamy kooperantów, ale to my ich wybieramy. Naruszyliśmy stan tych układów kolesiowskich, a dużo podmiotów tzw. szuwarowych chętnie by powitało zwolnione miejsce po „Gryfii”, bo remontujemy średnio ponad 145 statków rocznie. To jest większość zamówień przypadających na Szczecin.

– W 2013 r. szczecińską „Gryfię” połączono z Morską Stocznią Remontową w Świnoujściu. Rok później, mimo oporu załogi, zastosowano outsourcing, przenosząc część pracowników do spółki zewnętrznej. Ówczesny zarząd stoczni tłumaczył, że przyniesie to oszczędności…

– Niestety, patrząc na dzisiejszy kształt „Gryfii”, widać, że zrobiono jej wcześniej bardzo dużą krzywdę. Dokerów, malarzy, spawaczy, instalatorów, ślusarzy, rurarzy, czyli tych, którzy stanowią o sile stoczni, wyprowadzono na zewnątrz. Równocześnie wyprowadzono majątek firmy, czyli

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 31-07-2020



Image
Fot. Elżbieta KUBOWSKA
Image
W dokach i przy nabrzeżach „Gryfii” statków nie brakuje. Fot. Elżbieta KUBOWSKA
Image
Fot. Elżbieta KUBOWSKA
Image
Fot. Elżbieta KUBOWSKA
Image
W dokach i przy nabrzeżach „Gryfii” statków nie brakuje. Fot. Elżbieta KUBOWSKA
Image
Zniszczone drogi są sukcesywnie remontowane. Fot. Elżbieta KUBOWSKA