17-12-2020 eKurier | Kurier Plus
Kolejna jubileuszowa publikacja Ryszarda Kotli
Zafascynowany portem i morzem
„Wczoraj i dziś portów w Szczecinie i Świnoujściu. 70 lat polskiego zarządu w portach Szczecin i Świnoujście" to nowość na rynku wydawniczym. Ukazała się z inicjatywy Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA, obchodzącego w tym roku jubileusz 70-lecia. Autorem publikacji jest Ryszard Kotla, znany szczeciński przewodnik, publicysta, historyk, wykładowca, instruktor ratownictwa WOPR, który już jako dziecko stał się wielkim miłośnikiem morza i portu.
Książka zawiera cztery rozdziały. Pierwszy z nich przedstawia położenie i dostępność obu portów, drugi opisuje ich dzieje do roku 1945, a trzeci - portowe lata powojenne. Czwarty, najobszerniejszy, traktuje o losach portów po transformacji ustrojowej w 1989 roku aż po lata współczesne. To wszystko zawarte jest na blisko 200 stronach. Co istotne, bogate pod względem merytorycznym treści opatrzone są atrakcyjnymi grafikami, mapami i zdjęciami.
Publikacja stanowi kapitalne źródło informacji o portach. Mimo że dotyczy poważnych kwestii branżowych związanych z gospodarką morską, inwestycjami czy też portowymi faktami, napisana jest w zrozumiały i przystępny dla czytelnika sposób. Uwagę przyciąga również nietuzinkowa okładka, prezentująca obraz autorstwa Magdaleny Szczepaniec z portowymi dźwigami, charakterystycznymi bryłami budynków Wolnego Obszaru Celnego i elewatora zbożowego „Ewa" w Szczecinie, no i oczywiście statkami w roli głównej.
Wydawcą książki jest firma Zapol Sobczyk sp. j. Nakład liczy 500 egzemplarzy. Publikacja nie jest dostępna w sprzedaży, ale służy celom promocyjno-marketingowym ZMPSiŚ SA.
To już kolejna książka Ryszarda Kotli poświęcona zespołowi portów Szczecin - Świnoujście. Jak się u niego zaczęła fascynacja tą tematyką?
Wodniacki bakcyl
- Urodzić się w Dąbiu i nie połknąć wodniackiego bakcyla, to jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eiffla - mówi szczeciński przewodnik. - Od przedszkolnego wieku podglądałem z dąbskiej plaży wyczyny junaków z Ligi Morskiej. Gdy miałem około pięciu lat, tato zabrał mnie na dworzec PKP w Dąbiu i zapytał maszynistę bunkrującego węgiel i wodę do parowozu, czy mogliby mnie zabrać na krótką przejażdżkę parowozem. Dobrze się składało, że mieli kurs do ściśle wtedy strzeżonego portu w Basenie Górniczym. Kiedy zbliżaliśmy się do wartowni, kazali mi przykucnąć w kącie kabiny maszynisty i siedzieć cicho. Odprawa była krótka, nielegalnie dostałem się na teren portu i tak się zaczęła trwająca do dziś moja przygoda z portem szczecińskim.
Pan Ryszard zapamiętał też swój pierwszy dłuższy pobyt nad morzem - latem 1954 r. w Ustce u rybackiej rodziny Kościuków, wcześniej mieszkającej w Dąbiu.
- Na dobrą sprawę w Ustce pokochałem morze i wszystko, co z nim się wiązało: piękną plażę, port wojenny i rybacki, smakowite ryby morskie z wędzonym dorszem na czele - mówi. - Tu poznałem i do dziś nucę sentymentalne piosenki polskie („Biała mewa", „Zachodni wiatr"…) i obce związane z morzem. To były pierwsze i najmilej do dziś wspominane wakacje nad morzem. W Ustce zrodziła się miłość do żagli i do literatury marynistycznej.
O porcie wiedział dużo, gdyż wielu sąsiadów w nim pracowało.
- Na dziecięcą wyobraźnię w latach 50. działała obecność WOP-istów obsługujących port, stacjonujących w koszarach przy lotnisku, tzw. zielonomundurowych, jak też tych w mundurach marynarskich - wspomina. - Moja Szkoła Podstawowa nr 23 w Dąbiu nosiła imię gen. Mariusza Zaruskiego, wybitnego żeglarza i twórcy TOPR-u, autora słynnego powiedzenia „Człowieka ratować mus". To zobowiązywało. W tym też okresie udało się nam uratować naszego kolegę Lucjana od niechybnej śmierci w nurtach Płoni. Była to pierwsza zakończona powodzeniem akcja ratunkowa w wodzie w moim życiu. Wielkim przeżyciem był dla mnie, wówczas dziesięciolatka, udział w pogrzebie w 1957 roku tragicznie zmarłego na stanowisku pracy strażaka
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 17-12-2020