18-12-2020 eKurier | Sport
RZUT Z AUTU
Samogłoska o i profesor F.
Podczas meczu Ligi Mistrzów pomiędzy drużynami z Paryża i Stambułu doszło do sytuacji, która stała się przebojem mediów, choć nie miała wiele wspólnego z wydarzeniami na boisku, a ze sportem jako takim niewiele.
Większości kibiców futbolu znana jest jednak na pewno. Ale przypomnę ją w skrócie dla jasności. Tym bardziej potrzebnej, że dotyczy słowa czarny.
OK, może trochę stronniczo przypomnę (patrz złośliwość powyżej), ale każda ze stron była tu po trosze winna, tak więc i ja mam prawo do swoich felietonowych nadużyć. Oto więc ów skrót. Rumuński zespół sędziowski wdał się w awanturę z ławką trenerską tureckich gości, w efekcie czego drużyna ze Stambułu, skądinąd w towarzystwie drużyny z Paryża (nazwy tej stambulskiej nie przytoczę, bo nie mam takich czcionek w komputerze, a tej paryskiej też nie, żeby było po równo) poszła sobie, obrażona i na znak protestu, do szatni. Z której już nie wróciła. Mimo namowy ze strony sędziów i przedstawicieli UEFA.
O co poszło? O rasizm. Z którym UEFA walczy. A który przejawił się - podobno - w słowach sędziego technicznego. Miał on rzec do głównego, by uspokoił jednego gościa na tureckiej ławce. „Którego?" - zapytał główny. „Tego czarnego" - odpowiedział techniczny. A że „ten czarny" usłyszał, że mówią o nim per „czarny", więc się oburzył i zaczął się szarpać i domagać wyjaśnień. „Dlaczego powiedziałeś o mnie - TEN CZARNY!?" - wykrzykiwał, a że duży był i wyglądał groźnie, doszło do przepychanki. Po czym nastąpiło to co powyżej.
A co dosyć groteskowe, jeśli zważyć, że poszło w zasadzie o jedną samogłoskę. Samogłoskę o. Sędzia techniczny użył słowa negru - co po rumuńsku znaczy czarny - bez podtekstów i dosłownie, tymczasem oburzony członek ekipy trenerskiej ze Stambułu usłyszał o w miejscu u i słowo zmieniło mu się w angielskie negro. Co niby też znaczy czarny, ale… inaczej. Bo negro w angielszczyźnie (amerykańszczyźnie) to nie kolor, ale czarnuch, obraźliwe i pogardliwe określenie osoby - jakby to rzec - niebiałej.
Na pustym stadionie w Paryżu (przepisy o pandemii) nie rozważano jednak kwestii lingwistycznych, a polityczne. Rasizm na boiskach Europy jest bowiem faktem i wystarczy iskra (tu: wystarczyło samo jej wyobrażenie), by doszło do pożaru. Dziwne skądinąd, że oskarżenie o rasizm nie padło dotąd (może jeszcze padnie) wobec zespołu z Turcji, którego trenerzy i piłkarze już przed owym incydentem wyzywali rumuńskich sędziów od „Cyganów".
Żarty żartami, ale sprawa jest poważna. Ja też jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich przejawów rasizmu, a ten powszedni na świecie, w Europie zwłaszcza - stadionowy - prymitywny i ordynarny, by nie rzec chamski - wydaje mi się
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 18-12-2020