22-01-2021 eKurier | Kurier Plus
Laurka za… przyjście do domu

Wspólne wakacje, pyszne pierogi i...

Wspólne wakacje, pyszne pierogi i...
Babcia Mirosława, dziadek Wiesław i wnuki: Stasiu (który w tym roku skończy 10 lat) i Gabrysia (w tym roku będzie obchodzić ósme urodziny) Fot. Archiwum Marty ŁĄGIEWKI

Z Mirosławą i Wiesławem ŁĄGIEWKAMI, czyli babcią i dziadkiem Gabrysi oraz Stasia, rozmawia Monika GAPIŃSKA

- Mówi się, że rodzice są od wychowywania dzieci, a babcie i dziadkowie od rozpieszczania…

Mirosława Łągiewka: - Niby tak jest, ale myślę, że my jesteśmy starszą generacją, która była przyzwyczajona do dyscypliny. Zatem u nas rozpieszczanie jest umiarkowane i bez przesady. Choć na pytania wnuków: „czy mogę?" chyba nigdy jeszcze nie odpowiedziałam, że nie.

Wiesław Łągiewka: - To chyba powinno być pół na pół. Wnuki można rozpieszczać, ale też mobilizować do jakiejś odpowiedzialności i obowiązku.

- Czy są takie aktywności, które Gabrysia i Stasiu robią tylko z babcią i dziadkiem?

W.Ł.: - Podczas lekcji zdalnych wnuki spędzały większość czasu u nas w domu, bo córka musiała iść wtedy do pracy. Zatem szkoła online to ostatnio było nasze zadanie. Wydaje mi się też, że u nas dzieci wykonują więcej niż u siebie prac plastycznych, malują kamienie i liście. Mamy mnóstwo laurek malowanych z różnych okazji. Choćby kiedy z wnukami jest w domu tylko babcia, a dziadek wraca po jakimś czasie, to dziadek dostaje laurkę za to, że wrócił do domu.

- Ależ to rozczulający gest! Byli państwo bardzo przejęci, kiedy mieliście po raz pierwszy zostać babcią i dziadkiem?

W.Ł.: - Jestem absolwentem Liceum Pedagogicznego, pracowałem w szkole, prowadziłem też zajęcia pozalekcyjne, a po studiach reżyserowałem bajki dla dzieci i grałem w przedstawieniach dla najmłodszych. Zawsze miałem dobry kontakt z dziećmi i nadszedł taki czas, że nie mogłem się doczekać wnuków. Kiedy jeszcze nie miałem własnych, zdarzało mi się zerknąć komuś do wózka i pozachwycać się dzidziusiem. Z kolei, gdy moje dzieci były jeszcze bardzo młode, zawsze im powtarzałem: „Ja będą dobrym dziadkiem, tylko mnie nim zróbcie". I kiedy to się wydarzyło, byłem ogromnie szczęśliwy.

M.W.: - Ja byłam ogromnie przejęta, kiedy okazało się, że będę babcią. Ale też zaskoczona, że to już, bo Stasiu urodził się jako wcześniak. On mi się wydawał wtedy taki kruchy i maleńki, że kiedy poszliśmy do córki do szpitala, bałam się go wziąć na ręce. Tymczasem, kiedy po raz pierwszy zostałam mamą i urodziłam syna, to żadnych takich obaw nie miałam, bez problemu od razu radziłam sobie z kąpaniem czy przewijaniem.

- Panie Wiesławie, czy marzy się panu, by wnuki zostały, jak pan i córka, aktorami i żeby powstał aktorski „klan Łągiewków"?

W.Ł.: - Nasze wnuki co prawda rosną w atmosferze artystycznej i za kulisami teatru, ale na razie Stasiu jest zapalonym piłkarzem, trenującym w klubie, a Gabrysię pociąga balet. Chociaż w domu bawią się w teatrzyk, przebierają się, wymyślają jakieś historie. Kiedy córka (Marta Łągiewka - aktorka Teatru Lalek „Pleciuga" - przyp. red.) uczy się ról, wnuki znają jej kwestie na pamięć, bo uczą się razem z nią.

- A czy babcia, jako nauczycielka języka niemieckiego, uczy wnuki tego języka?

M.W.: - Staram się. Gabrysia jest bardzo chętna. W ubiegłym roku była nawet w grupie, którą uczyłam. Ostatnio z kolei dostałam podręczniki do nauki w szkole, to oboje z zapałem chcieli coś powtarzać i odpowiadać.

- Pewnie był taki moment podczas pandemii, kiedy nie mogli się państwo spotkać z wnukami?

W.Ł.: - To było podczas pierwszego lockdownu. Nie spotykaliśmy się wtedy z wnukami, co było dla nas bardzo trudne. W zeszłym roku w kwietniu, akurat w Święta Wielkanocne, których nie mogliśmy spędzić razem, przypadały urodziny Stasia. Kupiłem balony nadmuchiwane helem, córka spuściła sznurek z czwartego piętra i przywiązałem je do niego. Kiedy wnuk zaczął ciągnąć ten sznurek, zobaczył tę niespodziankę urodzinową. Zaśpiewałem też Stasiowi „Sto lat", a żeby było głośniej, to śpiewałem przez tubę wymyśloną przez żonę - zrobiliśmy ją z lejka i rolki po ręczniku papierowym. Kiedy staliśmy tak pod balkonem, pootwierały się okna na osiedlu i nawet na koniec dostałem brawa za „Sto lat". Stasiu był zaskoczony i zachwycony. Powiedział, że to były jego najpiękniejsze urodziny w życiu. Z wnukami zaczęliśmy się spotykać dopiero podczas wakacji, kiedy pan premier powiedział, że mamy się nie bać. Uwierzyliśmy mu i nawet spędziliśmy z wnukami wakacje w Dziwnówku. Zabraliśmy je na Letnią Szkołę Seniora, gdzie prowadziłem zajęcia i wnuki wtedy mi dużo pomagały.

M.W.: - To nie był pierwszy raz, kiedy zabraliśmy wnuki na wakacje. Już wcześniej Gabrysia i Stasiu byli z nami na letnim wyjeździe bez mamy. Pojechaliśmy wspólnie na warsztaty kaligraficzno-iluminacyjne, by wnuki mogły poobcować z pięknymi księgami, a przy okazji, żeby poznały Polskę. Byliśmy choćby w Supraślu, potem w Krakowie… Codziennie mieliśmy dużo atrakcji i świetnie spędziliśmy czas.

- W kuchniach babć zawsze jest magicznie i po latach zwykle z rozrzewnieniem wspomina się pyszności, jakie babcia przyrządzała. Jak państwo myślą, jakie potrawy będą się kojarzyły Gabrysi i Stasiowi z waszą kuchnią?

W.Ł.: - Ja to tylko mogę zająć się zakupami, a moja żona robi pyszne pierogi, którymi wnuki się zajadają.

M.Ł.: - Lubią też mój rosołek z własnym, ręcznie wyrabianym makaronem. I żurek, i różne inne zupki. W ubiegłym roku, podczas naszego wyjazdu, na działce wyrosło mnóstwo dyń samosiejek. Przez całą jesień mąż narzekał na te dynie, że aż tyle ich jest. Aż któregoś dnia przyszła do nas Gabrysia. Miałam wtedy te dynie już powekowane, stały właśnie na stole po pasteryzacji. Gabrysia spojrzała na te słoiki i powiedziała: „Babciu, jak to dobrze, że robisz te przetwory, bo ja sobie nie wyobrażam, jakbym przeżyła zimę bez twojej zupy dyniowej na słodko", czym ukróciła marudzenia dziadka na zbyt dużą liczbę dyń, które wyrosły na działce.

- Po takiej pochwale to aż się chce gotować!

- W.Ł.: - Największym komplemenciarzem jest Stasiu. Po jedzeniu zawsze tak babcię ogromnie wychwala… Zresztą, moja córka uczy dzieci pomagania w kuchni. W niedzielę byliśmy u wnuków na uroczystym obiedzie z okazji Dnia Babci i Dziadka. Wszyscy elegancko się ubrali, były piękne zabawy, choćby w ciuciubabkę. A deser był zrobiony specjalnie dla nas przez Gabrysię i Stasia. Co roku wnuki pieką też z mamą pierniki na święta i potem pięknie je ozdabiają.

M.Ł.: - Pod tym względem Marta jest lepszą mamą ode mnie. Kiedy moje dzieci były małe, brakowało mi cierpliwości i wszystko robiłam sama, by było szybciej. Natomiast córka bardziej dopuszcza dzieci do kuchni, mimo że czasem trochę nabałaganią albo rozsypią mąkę. Wydaje mi się, że chyba jestem bardziej cierpliwa dla swoich wnuków, niż byłam dla dzieci. Nauczyłam się tego od córki.

- Jakie prezenty dostali państwo od wnuków z okazji swojego święta?

W.Ł.: - Oczywiście piękne laurki, ale też gipsowe figurki misiaczków, które Gabrysia razem z babcią pomalowała.

M. Ł.: - Byłam przekonana, że malujemy figurki dla Stasia, bo tak dla kamuflażu powiedziała mi Gabrysia. Stasiu był wtedy na obozie piłkarskim i wnuczka oznajmiła, że to na przyjazd brata chce przygotować.

W.Ł.: - Dwa lata temu Dzień Babci i Dziadka był wyjątkowy, bo była z nami teściowa, która w tym roku skończy 92 lata, zatem świętowaliśmy wtedy też Dzień Prababci.

- Dziękuję za rozmowę i dużo zdrowia życzę. ©℗

* * *

„Łągiewki w akcji" to program artystyczny z okazji Dnia Babci i Dziadka przygotowany przez znanych szczecińskich aktorów - Wiesława Łągiewkę i Martę Łągiewkę. W tej specjalnej familijnej propozycji dla dzieci i dorosłych artyści przeniosą widzów do krainy poezji, śpiewu i dobrej zabawy. Wydarzenie będzie dostępne na kanałach internetowych Zamku Książąt Pomorskich - w piątek (22 stycznia) do godz. 22.

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 22-01-2021