29-01-2021 eKurier | Sport
Rzut z autu

Portugalczyk Osculati

Konferencję prasową Zbigniewa Bońka, podczas której oficjalnie poinformował on o odwołaniu Jerzego Brzęczka z funkcji trenera reprezentacji Polski, i powołaniu na to stanowisko Paulo Sousy oglądałem z ciekawością, jak każdy kibic, ale i ze sporym zakłopotaniem.

Choć powinienem pewnie z satysfakcją. Poczynaniom Jerzego Brzęczka jako trenera reprezentacji poświęciłem bowiem sporo krytycznej uwagi nieraz i już przed wieloma miesiącami, a o ile pamiętam – także po zakwalifikowaniu się prowadzonej przez niego drużyny do mistrzostw Europy.

Nie dlatego, że nie podobał mi się wówczas – a i od początku właściwie – styl tej drużyny. Aż takim estetą nie jestem, za Nawałki reprezentacja też nie grała brylantowej piłki, a nad rywalami dominowała naprawdę rzadko. Ale styl był.

Stylem zespołu Brzęczka był natomiast brak stylu. A co za tym idzie brak charakteru. Ale też brak pomysłu na grę, i to zarówno z mocnym, jak i ze słabszym rywalem. Że przegrywaliśmy nisko, albo wygrywaliśmy – też nisko na ogół – to była raczej suma indywidualnych możliwości piłkarzy, albo ich nastawienia do rywala, wynikającego z rosnącej bezradności i kompleksów. Ot, taka mieszanka artystyczna z przewagą samej mieszanki.

Tak że dymisji Jerzego Brzęczka powinienem wyłącznie przyklasnąć.

A przecież na konferencję prasową prezesa PZPN patrzyłem i słuchałem jej – no dobra, powiem wprost – nie tylko z zakłopotaniem, ale i zażenowaniem.

Żenował mnie nie tylko sam prezes Boniek, który wyraźnie zaplątał się w swoich kompetencjach i zeznaniach, ale i koledzy dziennikarze, którzy nagle i co najmniej zaskakująco skoncentrowali się na okolicznościach dymisji Brzęczka. Można by rzec – stanęli w jego obronie, dopatrując się w działaniu Bońka błędów, niekompetencji i nieuczciwości.

No bo niby, jak to tak – tak nagle zwalniać trenera, który osiągnął sukces (awans na ME), i to w niespodziewanym momencie, bez zapowiedzi, ba! nawet bez wcześniejszej z nim rozmowy. A może nawet z jakąś wcześniejszą, tyle że z Robertem Lewandowskim, co wobec trenera było nie fair… A Boniek wił się, migał, zaś nowe okulary (wcześniej się w okularach zdaje się nie pojawił) nie przydawały jego obliczu prawdomówności i pewności siebie, bo jakieś je miał przekrzywione, jakby i one wolały żurnalistom w oczy nie patrzeć.

Choć ta czujność moralna kolegów dziennikarzy, objawiona tak gwałtownie podczas owej konferencji, wydała mi się właśnie tak śmieszna, że aż żenująca. Przecież Brzęczek miał u nas przechlapane od

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 29-01-2021