26-02-2021 eKurier | Kurier Plus
Umarł śmiercią podróżnika

Człowiek w kajaku urodzony

Człowiek w kajaku urodzony
Aleksander Doba znany był między innymi z tego, że bez względu na pogodę do pracy w ZCh Police jeździł na rowerze. Na zdjęciu - przed swoim domem w Policach. Rok 2014. Fot. Roman CIEPLIŃSKI

Roman K. CIEPLIŃSKI, Mirosław WINCONEK

– Starych znajomych jeszcze poznaję – mówił, ironizując. Aleksander Doba w ciągu kilku lat stał się człowiekiem znanym i rozpoznawalnym nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Żona mówiła mu, że „stał się celebrytą”. Jaki tam ze mnie celebryta? – odpowiadał.

Od momentu, kiedy przepłynął Atlantyk, nieustannie jeździł po kraju. Odbierał gratulacje, nagrody, udzielał wywiadów i wygłaszał prelekcje. Żył już jednak kolejną wyprawą i - jak zwykle – miał problem z pieniędzmi.

Aleksander Doba urodził się w Swarzędzu. Żył tam w sumie 29 lat. Tam skończył szkołę podstawową, a w pobliskim Poznaniu – technikum i później również Politechnikę Poznańską. Po studiach szukał swojego miejsca; Police miały być tylko „na chwilę”. Przystanią, do której się zawija i równie szybko wypływa. Chwila ta wydłużyła się do wielu lat. Zajmował się głównie urządzeniami energetycznymi; pracował w biurze konstrukcyjnym, także jako inspektor nadzoru. Zawsze związany był z Zakładami Chemicznymi „Police”. Ludzie znali go między innymi z tego, że do pracy dojeżdżał nie zważając na pogodę, rowerem.

Pierwsze podróże laureata głównej nagrody dla Podróżnika Roku 2014 „National Geographic” nie wyglądały zbyt imponująco. Jako chłopak czytał po prostu książki podróżnicze i przygodowe.

– Lubiłem wędrówki palcem po mapie. Uwielbiałem geografię. Miałem bujną wyobraźnię – mówił.

W przypadku kogoś, kto przepływa Atlantyk, używając do tego własnych ramion, siła i sprawność fizyczna trudna jest do przecenienia. Cechy charakteru, w tym silna wola, mocna psychika, opanowanie, umiejętność panowania nad strachem, trzeźwość umysłu, siła mięśni, sprawność fizyczna i odporność na zmęczenie, ból, brak snu. To wszystko oczywiste komponenty składające się na osobowość samotnego podróżnika.

Chciałem zostać podróżnikiem

– Od dzieciństwa chciałem zostać podróżnikiem – mówił. – Ale nie było to takie proste. Pochodziłem z niezamożnej rodziny.

To było prawie siedem lat temu. Siedział przed nami niewysoki, rzec by można, nawet drobnej budowy mężczyzna. Tyle tylko że ten mężczyzna wyglądał jak gigant. Takie też wrażenie sprawia na zdjęciach, taki obraz niosą w świat telewizyjne relacje z podróży Aleksandra Doby. Patrząc na twarz inżyniera od urządzeń elektroenergetycznych, trudno się oprzeć natrętnemu skojarzeniu, że przypomina on antyczne wyobrażenia starożytnych Greków: Zeusa albo Neptuna.

– Kiedyś poznałem Krzysztofa Wielickiego, znanego himalaistę. To fajny, otwarty człowiek. Taki mniej więcej jak ja – mówił bez ogródek. – Ostatnio jak się spotkaliśmy, on mówi do mnie: Olek, my mamy chyba podobne problemy. Wybieramy się w podróż, a rodzina zostaje. Jak ktoś idzie w góry, nie zawsze wraca… Ja też żonie obiecuję, że wrócę. Co z tego, że ktoś zdobywa szczyt. Najważniejsze są powroty. Niektórzy zdobywają szczyt, ale już nie wracają. Ja też kiedyś na zachodnim Bałtyku miałem chwile grozy. Wiatr mnie spychał na otwarte morze. Wróciłem. Mimo że wcześniej cały dzień walczyłem, zdecydowałem się wrócić, może dlatego

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 26-02-2021



Image
Swoje kajaki, te „mniej wyczynowe”, przechowywał w garażu. Fot. Roman CIEPLIŃSKI
Image
Police, Łarpia. Fot. Agnieszka SPIRYDOWICZ
Image
Czerwiec 2014 r., Szczecin. Aleksander Doba kończy II podróży przez Atlantyk. Podróżnik postanowił odbyć ostatni etap powrotu do domu Wartą i Odrą przepływając przez Szczecin do ostatniego przystanku w Trzebieży. Fot. archiwum/Robert STACHNIK
Image
Aleksander Doba z wnuczkami. Fot. Mirosław KWIATKOWSKI