08-04-2021 eKurier | Kultura
Zachodniopomorskie premiery

Wojna, whisky i szisza

Wojna, whisky i szisza
„Książę Niezłomny”, scena zbiorowa Fot. Piotr NYKOWSKI

Palmy, białe ażurowe parawany, miękkie kanapy – przestrzeni wiele i światła połyskującego na czarnych taflach posadzki; wnętrze to orientalnego pałacu czy może foyer hotelu, w którymś z krajów Maghrebu?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo i nie ma być jednoznacznie – w końcu zaludniają je postaci ze światów i czasów uniwersalnego pogranicza; panowie i władcy, strojni w kostium historyczny, ale i współczesny zarazem, owe szaty każdej epoki, będące połączeniem szyku i przepychu władzy.

Książę Niezłomny Juliusza Słowackiego, który spolszczył w duchu metafizycznego romantyzmu dramat Calderona, jawi się na szczecińskiej scenie w wersji przygotowanej przez Włodzimierza Szturca tak właśnie: czas jest umowny, tekstu dużo mniej niż w oryginale, akcję zastępuje zaś dość statyczna prezentacja. W której zresztą też żadnej dosłowności.

Klimat polityczno-religijnej konkwisty XVII wieku, kiedy Hiszpania i Portugalia próbowały odzyskać swe panowanie nad muzułmańską Afryką Północną, oddany został wprawdzie kilkoma detalami scenografii (nad sceną snuje się dym fajek wodnych, palmy stają co jakiś czas w innym świetle – to jako synonim luksusu, to jako krwawa egzotyka, a parawany jawią się też jako znak mauretańskiej architektury i murów obronnych), ale przede wszystkim dworską sztucznością relacji między bohaterami i pustą podniosłością monologów, w które zmieniły się oryginalne dialogi dramatu Słowackiego.

Opiumowy nastrój zawieszenia w czasie (rozpalana co jakiś czas szisza) podkreśla dodatkowo delikatna, ale zapadająca w ucho muzyka; melodia prostej, ale podniosłej pieśni o tym, czego będziemy – jesteśmy – świadkami.

„Don Fernanda wysłał król, / Taki ból, taki ból, / Żeby zawojował Fez, / Tyle łez, tyle łez”… – słyszymy raz po raz; a śpiew przechodzący czasem w melorecytację staje się swego rodzaju refrenem przedstawienia. Słowa zmieniają się niewiele, ale interpretacja owszem. Raz jest on więc pochwalną rycerską balladą, innym razem gorzkim, ironicznym postscriptum. Co ważne – śpiewają kobiety, ukryte bohaterki

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 08-04-2021



Image
Michał Księżak jako Don Fernand oraz Adrianna Janowska-Moniuszko jako Fenicjana Fot. Piotr NYKOWSKI