21-05-2021 eKurier | Kurier Plus
Do trzech razy sztuka?

Człowiek, który zderzył się z wielorybem

Człowiek, który zderzył się z wielorybem
O Radosławie Kowalczyku głośno było między innymi w 2012 roku, kiedy to rozpędzonym do 17 węzłów minijachtem z „maksiożaglowaniem” o powierzchni 90 metrów kwadratowych na pełnym oceanie zderzył się z wielorybem. Fot.archiwum

Roman K. CIEPLIŃSKI

W 2012 r. i w 2015 r. małymi jachtami samotnie płynął przez Atlantyk w jednych z najtrudniejszych regat świata organizowanych tylko dla wybranych żeglarzy po długiej morderczej selekcji. Głośno było o nim między innymi w 2012 roku, kiedy to rozpędzonym do 17 węzłów minijachtem z „maksiożaglowaniem" o powierzchni 90 metrów kwadratowych na pełnym oceanie zderzył się z wielorybem. Wtedy jednak do mety dopłynął. Bardziej pechowe były jego drugie regaty w 2015 roku, kiedy to po zderzeniu z innym niezidentyfikowanym obiektem pod linią wody jego jacht zaczął tonąć, a on sam walczył o życie.

Radosław Kowalczyk pochodzi z Goleniowa. Przymierzał się do studiów w szczecińskiej Wyższej Szkole Morskiej. Egzaminy zdał, ale odpadł na komisji wojskowej. Odwołania i prośby nie pomogły. Na Politechnice Szczecińskiej ukończył automatykę i robotykę. Dziś prowadzi w Warszawie własną firmę doradczą. Zajmuje się „przenoszeniem produkcji". Przenosi fabryki z jednego kraju do drugiego, zazwyczaj do Polski. W podręcznikach ekonomii nazywa się to zarządzaniem produkcją i logistyką, poprawą efektywności i ekonomiką produkcji. Można by powiedzieć: jeszcze jeden warszawski „biały kołnierzyk". Pozory - jak wiadomo - mylą.

Pokonać 400 innych żeglarzy

Najpierw żeglował po jeziorze Dąbie, Odrze (dopłynął nawet do Gryfina, po drodze kładąc maszt, by przepłynąć pod mostami), rzadziej po Zalewie Szczecińskim, który na początku lat 90., niemal jak za komuny, był jeszcze prawie niedostępny dla amatorskiego żeglarstwa.

Sam zbudował swój pierwszy jacht. Budowa trwała sześć lat. Wodowanie odbyło się w 2010 roku. „Jeremy" wziął udział niebawem w pierwszych swoich regatach organizowanych przez Unity Line. Jednostka się sprawdziła. Jacht okazał się dzielny i szybki.

- W 2010 roku stwierdziłem, że to jest ten moment. Trzeba było jeszcze tylko pokonać… 400 innych żeglarzy - opowiadał. - Regaty samotników Mini Transat z Francji do Brazylii dla najmniejszych jachtów, na których obowiązuje zakaz kontaktu z lądem. Nie ma tam GPS-ów, nawigacji satelitarnej, gdzie stosuje się tradycyjną nawigację z papierowymi mapami. Nie wolno mieć na pokładzie telefonów komórkowych, komputerów.

By znaleźć się w osiemdziesiątce finalistów, musiał przejść - jak inni - eliminacje.

Wówczas jeszcze nikomu

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 21-05-2021