11-06-2021 eKurier | Kultura
Wiesław Andrzejewski (1931-1993)

Nieznane morza niespokojnych losów

Nieznane morza niespokojnych losów
Wiesław Andrzejewski, rok 1972 Fot. Marek CZASNOJĆ

Artur D. LISKOWACKI

Nie miał w sobie zadzierzystości Czesława Schabowskiego, morskiej aury Jerzego Pachlowskiego, uroku i fantazji Jana Papugi czy kapitańskiej elegancji Eugeniusza Daszkowskiego; rzec można, iż był najmniej znanym czy może najmniej rozpoznawalnym i wyrazistym ze szczecińskich pisarzy marynistów.

Nawet nazwisko, choć sytuujące go na początku alfabetu w Przewodniku Encyklopedycznym Literatura na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku - tuż po Andrzejewskim Jerzym, który w latach 50. o Szczecin na krótko zahaczył, zapisując się w jego historii jako pierwszy prezes utworzonego właśnie Oddziału Związku Literatów Polskich (1950) - czyniło go drugorzędnym; ba, prowokowało omyłki - w internetowej Encyklopedii Pomorza Zachodniego, będącej zwykle znakomitym źródłem wiedzy, znaleźć można informację, że do szczecińskiego ZLP należał „niemal od początku jego istnienia", co dziwi, zważywszy że w Szczecinie zjawił się w roku 1956, a do ZLP przyjęto go w 1970.

Z twarzą postarzałą przedwczesną łysiną, niewyróżniający się wyglądem, w towarzystwie, a i na spotkaniach autorskich niebędący typem gawędziarza, nie zapadał w pamięć. I niezbyt to chyba ryzykowna teza, że książki były w tym wypadku popularniejsze od ich autora - parareporterskie Porty dobrych nadziei (Wydawnictwo Morskie, 1967) czy sensacyjny Tryptyk piracki (KAW, 1980) - eksploatujący świeży wówczas temat współczesnego piractwa - należały w swoim czasie do czytanych szczególnie chętnie.

Jednak jego wspomniana wyżej drugoplanowość - mocno bowiem koloryzuje Wacław Falkowski, autor hasła poświęconego mu w Literaturze na Pomorzu Zachodnim - pełnego zresztą luk - pisząc, że „cieszył się zasłużonym autorytetem wśród twórców Pomorza Zachodniego" - uwierała go zapewne, przyczyniając się chyba do aktywności w samym Związku, w którym pełnił różne funkcje - aż po prezesurę (1989-1993) oddziału. Aktywny był też jako członek Stowarzyszenia Marynistów Polskich, a i współorganizator oraz uczestnik Łobeskich Spotkań Marynistycznych; zdarzyło się skądinąd takie, podczas którego owa aktywność przybrała formę przykrej biesiadnej awantury i zwarzyła klimat.

Był zresztą człowiekiem dość zamkniętym, schowanym za zasłoną intrygującego, ale niedopowiedzianego i nieopowiedzianego życiorysu.

Urodził się w roku 1931 w Łodzi, w dobrze sytuowanej, kulturalnej rodzinie bankowca Leona Andrzejewskiego; to z domu wyniósł zamiłowanie do muzyki - ojciec grywał na skrzypcach, zaś matka chrzestna i ciotka zarazem, a i on sam - na pianinie; ale jak wspomina żona pisarza - malarka Hanna Maria Andrzejewska - ze swoimi dziwacznymi dla otoczenia marzeniami o podróżach po świecie uważany był w rodzinie za „buntownika". Według tychże wspomnień (patrz: Biblioteka Cyfrowa Książnicy Pomorskiej) to właśnie obietnica złożona przez Hannę

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 11-06-2021



Image
Uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej i nadanie bibliotece 3. Pułku Przeciwlotniczego imienia W. Andrzejewskiego. Przecina wstęgę Wacław Falkowski, ówczesny prezes szczecińskiego Oddziału ZLP. Fot. archiwum Leszka DĘBKA
Image
Rafał Andrzejewski – wnuczek pisarza – przed kamieniem i tablicą jego pamięci Fot. archiwum Leszka DĘBKA