11-06-2021 eKurier | Kurier Plus
Ojciec z San Giovanni Rotondo

Lata mijają, ale nie jego urok

Lata mijają, ale nie jego urok
San Giovanni Rotondo. Każdego roku do miejsca, gdzie święty z Pietrelciny posługiwał i zmarł, przyjeżdża 7 milionów pielgrzymów! Na jakiś czas wstrzymała tę falę pandemia. Na jak długo? Fot. Elżbieta BRUSKA

Elżbieta BRUSKA

„Wszystkiego najlepszego, ojcze Pio!" - płyną do nieba życzenia każdego 25 maja, od kilkudziesięciu lat, od tysięcy wielbicieli z różnych stron świata. Każdego roku do San Giovanni Rotondo, gdzie święty z Pietrelciny posługiwał i zmarł, przyjeżdża ich 7 milionów! Na jakiś czas wstrzymała tę falę pandemia, ale nie przeszkodziła w fetowaniu kolejnej rocznicy urodzin.

Zazwyczaj katolicy celebrują rocznice odejścia świętych z tego świata, ojca Pio 23 września, ale ogromne uczucie, jakim darzy się tego szorstkiego brata, skłania wiernych do obchodzenia jego urodzin, wytłumaczono niedawno na jakimś włoskim portalu i dalszych pytań w tej sprawie nie ma. „Dzieje się tak, jakby ojciec Pio był częścią DNA ludzi wierzących w Boga, ale jednocześnie fascynuje tych, którzy nie mają daru wiary" - czytamy na innej stronie.

Nieustraszony, niezmordowany

Urodził się 25 maja 1887 r. w Pietrelcinie, kilka kilometrów od Benevento, jako czwarte z siedmiorga dzieci w rodzinie Forgione. Imię Francesco otrzymał na cześć świętego z Asyżu. Po szkole podstawowej poszedł do prywatnego liceum dzięki pieniądzom przysyłanym przez ojca, który wyemigrował za pracą do Ameryki. Mały Francesco, jak zapisano w kronikach, bardzo wcześnie zadecydował o swojej przyszłości; w wieku 15 lat wstąpił do zakonu młodszych kapucynów, po roku do klasztoru w Morcone. Tam przyjął imię Pio, potem były kolejne śluby zakonne, także studia, m.in. filozofii i teologii, po sześciu latach nauki otrzymał święcenia kapłańskie. „Był dobry, posłuszny, pilny, choć chorowity", powiedział o nim któryś z wykładowców. Przyszły święty zmagał się z nieustannymi problemami zdrowotnymi, między innymi wysokimi gorączkami, zupełnie niewytłumaczalnymi dla lekarzy, których nikt inny nie przeżyłby. Z powodu nieustających chorób musiał zmieniać miejsca pobytu i dopiero klimat w San Giovanni Rotondo, usytuowanym na południowym zboczu Gargano, okazał się zbawienny dla niego.

Droga do świętości młodego zakonnika od początku była najeżona ostrymi kamieniami, po których szedł boso. Gdy w świat rozeszły się wieści, że na jego ciele pojawiły się stygmaty Męki Pańskiej, że często wokół niego roztacza się zapach różnych kwiatów, jak twierdzili świadkowie, i co

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 11-06-2021