18-06-2021 eKurier | Kultura
Bronisław Słomka (1937–2007)

Guliwer i Mrówka

Guliwer i Mrówka
Bronisław Słomka – lata 60. Fot. archiwum rodzinne

Artur D. LISKOWACKI

Unikał wielkich miast, wolał małe miasteczka. W życiu i pisaniu. Osobny, ale zawsze blisko ludzi, tych zwyczajnych - jak to się mówi: prostych - a dla niego właśnie niezwyczajnych, niezwykłych. Lubił rozmowy, ale wolał słuchać.

Nie stronił od artystycznego środowiska - najpierw Szczecina, potem Gorzowa Wielkopolskiego - choć wolał je tworzyć dla siebie sam. Za życia - jako pisarz i dziennikarz - doceniony, obecny w literackim dyskursie, choć sytuowany trochę na uboczu i zapomniany zaraz po tym jak zamilkł w latach 80.

Tymczasem jeśliby szukać wśród szczecińskich prozaików tych wartych ponownej lektury i odkrycia, powinien być jednym z nich na pewno. Choćby ze względu na konsekwencję z jaką przekazywał swoje widzenie świata i kształtował własny styl, będący połączeniem małego realizmu z magiczno-poetycką frazą i Chagallowską wizją codzienności. Tyle że na obrazach Chagalla nad ziemią i dachami białoruskich wsi i miasteczek unoszą się Żydzi, a u Słomki - nad jego Pomorzem Zachodnim - Cyganie i ludzie o cygańskiej, kolorowej duszy.

I to właśnie ich pęd - taki pęd - ku marzeniom - obecny w całym jego pisarstwie - sprowadził go spod samych Tatr na ziemie zachodnie.

Bronisław Słomka urodził się bowiem w roku 1937 w Nowym Targu i pośród gór właśnie - w Zakopanem - spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Ale już w wieku dziewiętnastu lat zjawił się w Myśliborzu, by podjąć naukę w tamtejszym Liceum Pedagogicznym i pozostać w regionie do końca życia.

Z samym miejscem urodzenia (bywa, że błędnie podaje się, iż było to Zakopane), a zwłaszcza przybyciem na Pomorze Zachodnie jest w biogramach pewne zamieszanie. Od jakiegoś czasu przeczytać w nich można, że „na wieść o powstaniu węgierskim 1956 roku postanowił wziąć w nim udział", w związku z czym „uciekł z domu, ale dotarł tylko na Słowację". On sam - przed laty - opowiedział to inaczej: „Marzyłem, żeby zostać żołnierzem, pilotem, księdzem, podróżnikiem - w tym celu (…) uciekłem z domu przez zieloną granicę w Tatrach, ale po kilku dniach wróciłem, bo wziąłem ze sobą tylko wiersze Czechowicza, a zapomniałem o bochenku chleba". Syn pisarza Jacek Słomka, dziennikarz, przedstawia rzecz jeszcze prościej. Bronisław i dwaj jego bracia uciekli z domu na Słowację, by znaleźć tam pracę i pomóc matce, która ich samotnie wychowywała. Rzecz w tym, że o niczym nie powiedzieli jej samej.

Ale czy to aż tak odległa od poprzednich wersja? U źródeł wyprawy była wszak podobna determinacja, tęsknota, pragnienie swobody.

Z górami jednak nie miał już potem Słomka nic wspólnego, również jako pisarz. Być może jedynym tatrzańskim śladem w życiorysie pozostał jego dziennikarski pseudonim Jan B.S. Halny.

Halny powiał więc daleko, w krainy nizinne, acz równie urokliwe jak polskie góry. Po Myśliborzu - do którego dotarł tropem starszego brata Bogdana (też tu z czasem dobrze zadomowionego) - a potem do połowy lat 70. żył i pracował m.in. jako nauczyciel w Szkole Ćwiczeń przy Liceum Pedagogicznym oraz kierownik domu kultury - przeniósł się do

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 18-06-2021



Image
Bronisław Słomka - jak zawsze w plenerze. Fot. archiwum rodzinne
Image
Bronisław Słomka - prywatnie Fot. archiwum rodzinne