23-07-2021 eKurier | Kultura
Zbigniew Belina-Brzozowski (1936-1992)

Życie jako czarodziejska opowieść

Życie jako czarodziejska opowieść
Z Zbigniew Brzozowski wśród chłopców z domu dziecka Fot. Facebook/Zbigniew BELINA-BRZOZOWSKI

Bogdan TWARDOCHLEB

Opublikował osiem niewielkich objętościowo książek. Miarą ich wyjątkowej wagi jest to, że chce się do nich wracać, przeżywać je i odkrywać pełniejsze ich znaczenia. Jawi się w pamięci zamyślony, czymś przejęty. Gdy się z nim rozmawiało, można było odnieść wrażenie, że bardziej niż rozmowa zajmuje go wyobraźnia.

Szanował słowo, czego dowodem jest jego twórczość. Swoje opowiadania, półbaśnie i półgroteski - jak mówił - budował ze zdań i dialogów krótkich. Kreował z nich wydarzenia tragiczne i groteskowe, nastrojowe i śmieszne. Elżbieta Zarych, literaturoznawczyni z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorka szkicu o nim, zamieszczonego w prestiżowych „Tekstach Drugich" (2018), nazwała go skromnym autorem mistrzowskich drobnych form. Jego książki nie są wznawiane. Ponownie zacytujmy Elżbietę Zarych: „Dziś to pisarz zapomniany, a przecież w latach 70. XX wieku okrzyknięto go jednym z najwybitniejszych prozaików, jacy pojawili się po debiucie «pokolenia ’56»".

Do Szczecina przyjechał w 1962 roku, zatrudnił się jako nauczyciel wychowawca w Państwowym Domu Dziecka w Zdrojach. Dom mieścił się w budynkach z czasów niemieckich przypominających baśniowe pałacyki w baśniowym krajobrazie.

Ród z Honorówki

Urodził się 22 lipca 1936 roku w Toruniu. Jego ojciec, Kazimierz Jan Belina-Brzozowski, był majorem lotnictwa, matka - nauczycielką. Ojciec przyszedł na świat 1 stycznia 1895 roku w podolskim majątku o symbolicznej nazwie Honorówka. Podczas pierwszej wojny światowej walczył jako ochotnik w polskich oddziałach, tworzonych pod auspicjami narodowców w carskiej Rosji. Ranny w bitwie pod Kaniowem (11 maja 1918 roku), dostał się do niewoli niemieckiej. Gdy Polska się odrodziła, wstąpił do wojska polskiego. W czasie wojny 1920 roku był obserwatorem lotniczym. Podczas jednego z lotów został postrzelony, lecz zadanie wykonał. Otrzymał za to order Virtuti Militari. Był potem komendantem portów lotniczych w Grudziądzu i Toruniu. Z końcem 1930 roku został przeniesiony w stan spoczynku. Wojenne rany dawały o sobie znać.

Przed drugą wojną światową Brzozowscy mieszkali pod Łuckiem. Po wybuchu wojny przedostali się do Generalnej Guberni, do Pińczowa, skąd pochodziła rodzina matki Zbigniewa Brzozowskiego. Kielecki poeta i eseista Zdzisław Antolski podaje, że jego tamtejszy dziadek, Paweł Kotowski, kierował w latach 1905-1906 budową nowej wieży kościoła na Jasnej Górze. Poprzednia spłonęła w nocy z 15 na 16 sierpnia 1900 roku.

Bywało, że Zbigniew Brzozowski podpisywał się pełnym nazwiskiem rodowym Belina-Brzozowski. Był spowinowacony z pułkownikiem Władysławem Beliną-Prażmowskim, kawalerzystą legionowym, dowódcą 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich, twórcą kawalerii odrodzonej Polski, zdobywcą Wilna w 1919 roku, uczestnikiem wojny 1920 roku, prezydentem Krakowa, wojewodą lwowskim.

Drukując w czasie stanu wojennego swoje teksty w drugim obiegu, podpisywał je pseudonimem Emeryk Belina. Imię Emeryk nosił jego dziadek z Honorówki. „Belina" to stary rodowy herb.

Okupację i jej zakończenie przeżył w Pińczowie. Maturę zdał w Kielcach, studia zaczął od biologii w Toruniu, dyplom obronił na polonistyce w Poznaniu. Dwa lata był nauczycielem w Kielcach.

Wśród jego literackich mistrzów był Zygmunt Nowakowski (1891-1963), znany najbardziej z „Przylądka Dobrej Nadziei" (1931), powieści o Krakowie skomponowanej z niewielkich opowiadań. Urzekła go.

Miejsce swoiste

Debiutował w 1973 roku opowiadaniami w miesięczniku „Twórczość". Zostały przyjęte z tym większym zaciekawieniem, że w środowisku pisarskim nie był znany. Działem krytyki w „Twórczości" kierował wówczas Henryk Bereza, promotor nowych zjawisk literackich i nazwisk, który już niebawem miał ogłosić rewolucję artystyczną w polskiej prozie.

Minęły dwa lata. W cenionej serii współczesnej prozy polskiej Państwowego Instytutu Wydawniczego ukazała się debiutancka książka Brzozowskiego o dziwnym tytule „W miasteczku, które jak ogród Andersena…". Bardzo pozytywne recenzje zamieściły główne czasopisma w kraju. Już w roku następnym „Czytelnik" rozstrzygnął konkurs na powieść - przełomowy dla rewolucji Berezy. Słusznie łączono z nią również prozę Brzozowskiego, choć on wypracowywał dla siebie miejsce swoiste.

Proza skrótu

„W miasteczku…" to zbiór krótkich opowiadań, których akcja dzieje się w ostatnich latach niemieckiej okupacji i tuż po wojnie. Wydarzenia są w nich opisywane z perspektywy dziecka, rekonstruowanej po latach, a główni bohaterowie to kilkuletni chłopcy, ich rodziny i społeczność miasteczka, w którym akcja się rozgrywa (nietrudno dociec, że chodzi o Pińczów). Codzienność chłopców to zwyczajne sprawy i gry, opisywane z humorem, lęk, godzina policyjna, gehenna Żydów i Cyganów, niemieccy żołnierze, rozmowy o partyzantach, łapankach, obozach koncentracyjnych, oczekiwanie na koniec wojny. Nadszedł z czerwonoarmistą, który wychynąwszy z czołgu spytał, czy daleko do Berlina. Kolejne dni i miesiące przyniosły ekshumację Żydów - ofiar zbiorowego mordu, czemu przyglądali się z ukrycia. Krążyły wieści o milicji, WiN-ie, wyjazdach na szaber.

Książkę kończy opowiadanie o spotkaniu chłopców po latach. Wspominali wtedy szkolną wycieczkę do muzeum w wielkim mieście, gdzie zobaczyli obraz Krzysztofa Lubienieckiego (1659-1729) „Mojżesz wydobywający wodę ze skały". Zapamiętali właśnie ten obraz, choć artysta, reprezentant holenderskiego baroku, był (i jest) w Polsce raczej nieznany. W centrum obrazu namalował rzekę - metaforę upływającego czasu. Zdaje się, że ludzie, którymi wypełnił oba jej brzegi, nie zauważają, że czas mija, rzeka płynie. Jedynie chłopiec, namalowany pośrodku, zachowuje się inaczej. Wykazując zupełną obojętność na egzystencjalne problemy przemijania, „siusia srebrnym łukiem w rzekę". Dlatego chłopcy go zapamiętali.

Cała książka (nie tylko opowiadanie końcowe) jest próbą refleksji nad upływaniem czasu, niezgodą na to, apoteozą życia. Michał Sprusiński, niegdyś czołowy, a dziś zapomniany krytyk, pisał, że książka „W miasteczku, które jak ogród Andersena" to „proza skrótu", „rzemiosło dojrzałe", „wotum sprzeciwu wobec patosu wielkich i pustych symboli". Rok po wydaniu została wyróżniona Nagrodą im. Stanisława Piętaka (1976).

Bohaterowie i monstra

Bohdan Zadura pisał, że „Dycha z Kopernikiem" to książka „wzruszająca, inteligentna i mądra". Brzozowski wydał ją w 1976 roku również w PIW-ie. Akcję zebranych w nim opowiadań umieścił w domu dziecka, a głównymi bohaterami uczynił mieszkających tam chłopców. Zbudował dla nich świat na poły rzeczywisty, na poły baśniowy, w którym znalazło się miejsce na ich dramaty i nadzieje, samotność, nawet śmierć, bo Diablik, który chciał uczyć się w Liceum Czarnej Magii, ginie, ratując tonącego kolegę. Ale baśń go nie opuszcza. W dniu pogrzebu Diablika zjawia się bazyliszek i zanosi go do wyśnionej szkoły.

Baśń pozwoliła Brzozowskiemu ożywić świat domu dziecka, wprowadzić do niego także postacie groteskowe. Dom zaludniają więc „złośliwe Faktury", z którymi księgowość nie daje sobie rady, jest Dyrektor, który ma Wielki Granatowy Zeszyt i groźna Komisja Porządkowa kontrolująca pokoje. Na szczęście są też Zielone Spodnie, które niewiele sobie robiąc z komisji, ulatują na wolność, bo akurat tego chcą.

Dom ma swoich bohaterów, jak pani Pączkowa, która jest dobrą czarownicą. Ma też monstra, jak główna postać opowiadania „Pasta". Chodzi o pastę rybną, niegdyś szczególnie częstą w stołówkach dla dzieci. Spersonifikowana przez Brzozowskiego rośnie w kuchennej misie, wysuwa się z niej na podłogę i sunąc, wchłania wszystko, co napotka.

Pora się żenić

„Balkony i kapelusze", trzeci zbiór opowiadań Brzozowskiego (PIW, 1982), powstawał jednocześnie z dwoma pierwszymi. Został wydany w tej samej serii prozy z charakterystycznymi obwolutami Janusza Stannego. Brzozowski zebrał w nim opowiadania groteskowe i satyryczne. Ich główni bohaterowie to: narrator, Artur, Ryszard i Bodzio, absolwenci uniwersytetu, koledzy ze studiów. Narrator jest początkującym dziennikarzem, Bodzio - pracownikiem Instytutu Fenomenologii, Ryszard - nieokiełznanym poetą, Artur - fizykiem i filozofem.

Każde opowiadanie zaczyna się od jakiejś filozoficznej tezy bądź znanego paradoksu i wokół tego organizowana jest akcja. Daje to bohaterom możliwość przywoływania licznych nazwisk z klasyki filozofii, zaprezentowania purnonsensowego dowcipu, ironizowania na temat absurdów ówczesnej rzeczywistości. Brzozowski wykorzystuje w „Balkonach…" typowe dla satyry przerysowania. Oto „brzytwę Ockhama", dyrektywę opisywaną popularnym sloganem: „Nie mnożyć bytów ponad potrzebę", otrzymuje fryzjer. Co z nią robi? Obcina głowę klientowi.

Ironia nie omija studentów. Bohaterką krótkiego opowiadania „Dźwignia" jest magistrantka filozofii, przekonana, że da się skonstruować dźwignię umożliwiającą zrealizowanie powiedzenia Archimedesa: „Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę ziemię". „Dźwignia" to studencki pseudonim dziewczyny. Gdy narrator rozmawia z nią już po studiach, konstatuje: „Taka ładna ta Dźwignia. Jest pojęciem fizycznym. I fizycznie… pociąga. Właściwie pora mi się już żenić".

O cierpieniu i umieraniu

Napisał piękną „Opowieść o Ewie" (Nasza Księgarnia, 1987), dwunastoletniej dziewczynce, która ratując życie kilkuletniemu bratu, uległa ciężkiemu wypadkowi. Przez wiele miesięcy była w szpitalu, przeszła kilka operacji, poznawała siebie w najtrudniejszych chwilach izolacji, bólu, braku bliskich, śmierci rówieśniczki, której lekarze nie zdołali uratować, w chwilach dobra zaznanego od innych. Za tę książkę Brzozowski otrzymał m.in. nagrodę IBBY, międzynarodowej organizacji promującej literaturę dla dzieci. Po raz drugi IBBY nagrodziła go za „Kilka czarodziejskich historii".

Motywy umierania i śmierci są u Brzozowskiego częste. Nie bał się pisać także o cierpieniu i umieraniu dzieci, ich walce o życie. Robił to mądrze.

Aluzje?

Kolejne jego książki to: „Kilka czarodziejskich historii" (Nasza Księgarnia, 1988), „Złota kareta" (PIW, 1988), „Inne baśnie" (Siedmioróg, 1991). Wcześniej opublikował jeszcze opowiadanie „Siostra Artura z zamku" (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1984).

W 1989 roku włączył się w prace szczecińskich Komitetów Obywatelskich i budowę struktur demokratycznych. Był jednym ze współzałożycieli oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Miał w sobie pasję aktywnego uczestnika codzienności. W swoich półbaśniach nawiązywał do faktów historycznych i wydarzeń współczesnych. Nieobce były mu aluzje. W jego utworach niektórzy doszukują się aluzji do pewnych szczecińskich literatów.

Nowy rodzaj prozy

Czytał dzieła Oskara Kolberga, jak też innych badaczy folkloru. Fascynowała go demonologia ludowa, szczególnie zajmował się płanetnikami. Przygotowywał o nich książkę, której fragmenty drukował „Przekrój" i szczeciński dwumiesięcznik literacki „Pogranicza" (1994) prowadzony przez Mirosława Lalaka (1955-1999).

O płanetnikach, którzy „ponad polami, ponad lasami ciągnęli ciężkie chmury na powrozach", pisał w „Złotej karecie", „Kilku czarodziejskich historiach", „Innych baśniach". Wiara w ich istnienie była kiedyś dość powszechna. Można spotkać pisane świadectwa spotkań z nimi. Brzozowski korzystał z tych świadectw, co skrupulatnie odnotował m.in. w przypisach do „Złotej karety i „Innych baśni". Nawiązywał do dawnych przekonań, zgodnie z którymi świat magii był nierozerwalnie związany ze światem rzeczywistym. Oba tworzyły jeden świat. Nic więc dziwnego, że bohaterem jednej ze swych baśni uczynił Oskara Kolberga.

Można powiedzieć, że stworzył nowy rodzaj prozy łączącej baśń, powieść realistyczną, magiczną, psychologiczną, filozoficzną, groteskę, esej literacki i naukowy. Przykładem jest „Złota kareta", powieść mająca podtytuł: „Rzeczy czarodziejsko-naukowe". Niektórzy uważają, że jest to jego najwybitniejsza książka. Przewija się w niej myśl, że człowiek współczesny coraz bardziej oddala się od baśni, zawierzając swój los postępowi. Skutkiem tego baśnie giną. Dlatego w „Złotej karecie" krasnoludki nie chcą osiedlać się w nowym budownictwie. „Wszystko przemija, także wiara w smoki" - mówi w tej powieści babka do wnuczki.

Z drugiej strony w świecie prozy Brzozowskiego wszystko żyje. Parasole i spodnie mogą latać, jabłka na jabłoni mogą być jak planety we wszechświecie, a jeśli są czerwone - jak latarnie, których się nie zrywa, lecz gasi.

Czarodziejska opowieść

„Złota kareta" jest baśnią-powieścią o przemijaniu i pamięci. Mysz, jedna z jej bohaterek, snuje rozważania o relacjach między czasem teraźniejszym a przeszłym. Narrator dodaje, że mysz „jeszcze myślała sobie, że to, co zupełnie przestało istnieć w pamięci, jakby przestało istnieć naprawdę". Dlatego ona „bardzo chciała istnieć w pamięci małych myszek", być częścią ich życia. Jej pragnienie się spełniło. Nawet gdy „przyszła po nią śmierć w postaci cichej sowy", młode myszki nie zapomniały, „opowiadały o niej swoim dzieciom i wnukom, a one swoim dzieciom".

„Złotą karetę" można nazwać książką o istocie życia. Główna jej bohaterka, „babka, która przeszła niejedno", mimo wszystko wierzyła, że „życie jest czarodziejską opowieścią, choć czasem bardzo smutną".

Brzozowski dostrzegał baśń w marzeniach młodych ludzi, którzy buntując się przeciw rodzicom, na własną odpowiedzialność chcą odkrywać świat.

Warto wracać

Miał szczęście do wybitnych ilustratorów. Jego książki ilustrowali m.in.: Antoni Boratyński, Jan Bujnowski, Stasys Eidrigevicius, Bożena Truchanowska. Był autorem słuchowisk, dialogów filmowych, scenariuszy. Na podstawie trzech opowiadań z tomu „Dycha z Kopernikiem" powstały filmy fabularne.

Zmarł 12 marca 1992 roku. Spoczywa na cmentarzu w Szczecinie-Zdrojach.

Cytowany na początku tego artykułu Zdzisław Antolski pisał: „Warto wracać do jego wspaniałej twórczości, która zupełnie niesłusznie znalazła się w literackim czyśćcu. Miejmy nadzieję, że tylko chwilowo".

Cykl „Pisarze i książki ziemi szczecińskiej" prezentuje dwadzieścia sylwetek pisarzy związanych po wojnie ze Szczecinem. Ukazuje się w magazynowych wydaniach „Kuriera Szczecińskiego".

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 23-07-2021