28-07-2021 eKurier | Sport
JEŹDZIECTWO Olimpijski weteran i lider kadry

Z Banderasem po medal w Tokio

Z Banderasem po medal w Tokio
Paweł Spisak i jego koń Banderas Fot. Polski Związek Jeździecki

Rozmowa z Pawłem Spisakiem, jeźdźcem Galanta Skibno

Igrzyska olimpijskie w Tokio będą dla zachodniopomorskiego jeźdźca Pawła Spisaka już piątą imprezą tej rangi. Lider naszej kadry wierzy w zdobycie medalu i udany występ reprezentacji Polski, która po raz pierwszy od 17 lat wystartuje drużynowo we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego.

- Niedawno otrzymał pan z rąk prezesa Polskiego Związku Jeździeckiego piątą nominację olimpijską w życiu. Serce mocniej zabiło, czy to był kolejny dzień w biurze?

- Zdecydowanie mocniej zabiło. Nie po to w ostatnich latach bardzo ciężko pracowałem, żeby teraz obeszło się bez emocji. To bardzo miłe i fajne, że znalazłem uznanie w oczach trenera.

- Do Tokio jedzie inny Paweł Spisak niż 17 lat temu do Aten?

- Gdyby nie to samo imię i nazwisko powiedziałbym, że jadą dwie zupełnie inne osoby. Byłem wtedy bardzo młody i gniewny. Wydawało mi się, że świat stoi przede mną otworem i tak naprawdę każdy rywal jest do pokonania, każdy cross jest łatwy. Miałem kubeł zimnej wody wylany na głowę, ale dużo więcej uczymy się przez porażki niż sukcesy. To doświadczenie z pierwszych igrzysk bardzo mnie zmotywowało. Wiele zmieniłem w mojej drodze sportowej i dzisiaj na pewno przystąpię do igrzysk z zupełnie innym doświadczeniem i innym nastawieniem. Myślę też, że z innymi możliwościami i umiejętnościami.

- Gdyby miał pan teraz rywalizować z 23-letnim sobą, co byłoby pana największą przewagą nad młokosem?

- Zupełnie inna głowa, świadomość, doświadczenie. Jeździectwo jest trochę specyficznym sportem w porównaniu z innymi dyscyplinami pod tym względem, że nie wszystko zależy tutaj od nas, ale również od konia. Najlepszy zawodnik bez niego nie znaczy nic i odwrotnie.

- Czyli liczy się nie tylko doświadczenie jeźdźca, ale też konia?

- Zdecydowanie. On też jest zawodnikiem i musi zdobyć doświadczenie na wielkich imprezach, na dużych arenach. Atmosfera, trudność i ranga robią dla niego różnicę. Przez te pięć lat od Rio zwiedziliśmy z Banderasem pół świata, startowaliśmy w wielu naprawdę poważnych imprezach. Również poza kontynentem, dzięki czemu mamy doświadczenie w startach po długich podróżach. Jestem prawie pewny, że to będzie miało znaczenie i przyniesie pozytywny efekt.

- Banderas nie wspomina chyba Rio najlepiej. Zakończył występ potłuczony po groźnie wyglądającym upadku.

- Na pewno jest bardzo waleczny i ambitny. Na pewno nie jest rzemieślnikiem. To trudny koń, ale jeżeli tę trudność potrafi się dobrze ukierunkować, to staje się ona atutem. Po Rio szybko się pozbierał. Bardzo często poważny upadek później mocno przekłada się na to, jak konie startują. Od zawodów w Rio nie popełniliśmy ani jednego błędu na crossie przez pięć lat. To świadczy o tym, że wyciągnęliśmy wnioski, ale też o świetnej formie Banderasa, jeżeli chodzi o próbę terenową. Oby ten cross był w Tokio bardzo trudny, bo to nasza najmocniejsza strona.

- Z punktu widzenia sportowca z pana dyscypliny bliżej chyba koniowi do członka rodziny niż sprzętu sportowego. To dużo więcej niż rakieta dla tenisisty.

- Absolutnie tak. Banderas to mój

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 28-07-2021