19-08-2021 eKurier | Kurier Plus
70 lat PŻM

Marynarscy prekursorzy wolnego handlu

Marynarscy prekursorzy wolnego handlu
Słynny s/s „Sołdek”, zanim zakotwiczył na dobre na gdańskiej Motławie, pływał ze Szczecina do duńskich portów i był doskonale znany tamtejszym celnikom. Fot. Marek CZASNOJĆ

W latach 70. XX wieku Polska Żegluga Morska przeżywała swoje złote lata. W tym czasie firma posiadała ponad sto statków i zatrudniała - na morzu i na lądzie - około siedmiu tysięcy pracowników. W Polsce panowała wówczas epoka Gierka, pamiętana jako złudny okres dobrobytu kupionego za zachodnie kredyty. Marynarze PŻM też nie narzekali na swój standard życia, a stosunkowo niskie dodatki dolarowe do zasadniczej pensji często powiększali zyskiem z drobnego handlu. Nie każdy nadawał się do tej - nie zawsze legalnej - profesji, ale byli i tacy, którzy dzięki drugiemu etatowi „handlowca" dorabiali się małych fortun.

Trudno byłoby sporządzić całą listę towarów przywożonych i wywożonych z kraju, ale zasada przy ich doborze zawsze była prosta: te, których kupno i sprzedaż mogły się opłacać. Niewątpliwym przebojem lat 60. i 70. były płaszcze ortalionowe, mające ten niewątpliwy walor, iż można je było złożyć w płaską kostkę i w ten sposób - przy większych ilościach - ukryć przed celnikami. Kupowano je głównie u Moszkowicza w Hamburgu („Mośka"), a także w Rotterdamie czy Antwerpii. W Polsce rozchwytywali je wszyscy. Z Antwerpii pochodził też inny przebój importowy - peruki, którymi przy kontrolach celnych wypychano sobie bieliznę i inne miejsca niezwracające większej uwagi. Doskonałymi towarami, na które zbyt w kraju był właściwie nieograniczony, były koszule non-iron, dżinsy oraz kremplina, kupowane np. u Zerssena w Kanale Kilońskim lub u Schierbecka w portach duńskich.

Handel odgrywał dużą rolę w konstruowaniu budżetu niejednej rodziny marynarskiej. Był jednak też czasami podstawowym kryterium przy mustrowaniu - w stopniu, w jakim dany pracownik miał na to wpływ. W cenie było pływanie na tzw. mostach, z duńskim mostem węglowym na czele (rejsy pomiędzy Szczecinem a Esbjergiem, Aalborgiem czy Kopenhagą).

Na moście duńskim pływał wówczas m.in. statek legenda, czyli „Sołdek". Chociaż praca na tej relacji była bardzo ciężka ze względu na krótkie rejsy, to jednak sowitą rekompensatą stała się właśnie możliwość dorobienia sobie do pensji marynarskim importem. Z Danii przywożono odzież, artykuły spożywcze, kosmetyki itd. Ze Szczecina z kolei wywożono zakupione za bony marynarskie w „Baltonie" alkohol i papierosy. Zazwyczaj cały proceder przebiegał poza kontrolą kapitana. Mógł on jedynie apelować o rozwagę, bo gdy zdarzała się „wpadka", to właśnie dowódca odpowiadał przed służbami celnymi i armatorem. Z powodu atrakcyjności handlowej duńskiego mostu utarło się w PŻM przekonanie, że aby dostać się na

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 19-08-2021



Image
Na tzw. moście duńskim, którym przewożono polski węgiel, pływał bliźniak „Sołdka” – s/s „Pstrowski”. Fot. Marek CZASNOJĆ
Image
Na stałej trasie między Kłajpedą a francuskim Le Treport pływał z końmi na pokładzie bydłowiec „Boruta”. Fot. Janusz UKLEJEWSKI
Image
M/s „Eugenie Cotton” kursował pomiędzy Leningradem a Szczecinem, wożąc elementy budowlane na szczecińskie „leningrady”. Fot. archiwum