26-11-2021 eKurier | Kurier Plus
„Diamentowy kolczyk”, czyli ucieczka od komunizmu w świat błyskotek

Muzyka jest dla niej całym światem

Muzyka jest dla niej całym światem
Debiutancki album Anny Jurksztowicz „Dziękuję, nie tańczę” ma już 35 lat! To właśnie z tej płyty pochodzą niezapomniane przeboje jak „Stan pogody”, „Hej, man” czy „Diamentowy kolczyk” ze świetnymi tekstami Jacka Cygana i ponadczasową muzyką Krzesimira Dębskiego. Fot. Zuza KRAJEWSKA

Z Anną JURKSZTOWICZ rozmawia Monika GAPIŃSKA

- Jakiś czas temu uhonorowano panią specjalną gwiazdą w szczecińskim „Sorrento". Przy okazji odwiedziła pani rodzinny Szczecin.

- To było bardzo miłe. Zwłaszcza że „Sorrento" jest na mojej dzielni. Ja się tam wychowałam - w obrębie Wojska Polskiego i Felczaka. Na Felczaka chodziłam do podstawówki, którą udało mi się ukończyć w terminie (śmiech). Na Jasne Błonia chodziłam czytać poezję, bo byłam mocno wtedy uduchowiona. W kościele na Królowej Korony w każdą niedzielę śpiewałam w chórze, a w Pałacu Młodzieży, w Willi Lentza - w zespole muzyki dawnej.

- Zajęcia muzyczne w Pałacu Młodzieży to był pani pomysł czy rodzice uznali, że Ania jest utalentowana wokalnie?

- To chyba było raczej tak, że Pałac Młodzieży był blisko domu. Najpierw chodziłam tam na gitarę i właśnie profesor prowadzący zajęcia zaproponował, żebym śpiewała w zespole. To było wspaniałe doświadczenie, bo od razu zaczęłam wykonywać muzykę renesansu. Czy można było trafić lepiej? Z zespołem występowaliśmy za granicą. Na tamte czasy to było coś. Byliśmy we Francji, Danii i na Węgrzech. Dla nas muzyka stała się przy okazji oknem na świat.

- Po latach, od tamtych zajęć w Pałacu Młodzieży, nagrała pani piosenkę „Diamentowy kolczyk". To był wielki przebój w latach osiemdziesiątych!

- Wtedy Poznań miał znakomite studio nagrań i tam najpierw nagrałam, jako solistka, swoje pierwsze profesjonalne utwory. Tam również poznałam Krzesimira (Dębskiego, męża artystki - przyp. red.), który napisał dla mnie piosenki. Jak już miałam własny repertuar, postanowiłam wystąpić na festiwalu w Opolu. Wcześniej śpiewałam tam z zespołami, ale jako solistka zadebiutowałam w 1985 roku. Wygrałam główną nagrodę, co wiązało się z tym, że jako reprezentant Polski zaśpiewałam też jakby

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 26-11-2021



Image
Anna Jurksztowicz na odsłonięciu swojej gwiazdy w szczecińskim „Sorrento” Fot. Ryszard PAKIESER