03-12-2021 eKurier | Szczecin/Region
O mieście, literaturze, kompleksach, pamięci…

Szczecin i region to przestrzenie trudne, choć piękne i ponętne

Szczecin i region to przestrzenie trudne, choć piękne i ponętne
Książka „Przybysze i przestrzenie” ukazała się w szczecińskim wydawnictwie FORMA.

Z Arturem Danielem LISKOWACKIM i Bogdanem TWARDOCHLEBEM, autorami książki „Przybysze i przestrzenie" o szczecińskich pisarzach, rozmawia Alan SASINOWSKI

- O ile trudniej miał w ostatnim 75-leciu pisarz szczeciński od pisarza w Krakowie, Warszawie, Poznaniu czy w Łodzi? Chyba że w ogóle nie miał trudniej…

ADL: - Z wielu względów miał trudniej. Zwłaszcza kiedyś, przy silnej centralizacji kultury. W Szczecinie przez lata nie było np. wydawnictwa (wyjątkiem „Glob", ale istniał krótko), w przeciwieństwie do miast wymienionych, ale i większości innych, też wojewódzkich, a mniejszych od Szczecina. Dlatego np. „szczecińskim" wydawnictwem w czasach PRL starało się być Wydawnictwo Poznańskie…

Poza tym stąd wszędzie było daleko, nie tylko do Warszawy czy raczej z Warszawy tutaj. Środowisko skazane więc było trochę na izolację, co wpływało na ogólnopolską pozycję twórców. Którzy rzadko mogli liczyć na wsparcie poza Szczecinem, a pamiętajmy, że istniała kiedyś ogólnopolska prasa kulturalna, bardzo opiniotwórcza. Kto nie był przez nią zauważony, nie istniał. A że w Szczecinie nie było też, poza krótkimi okresami, liczących się tygodników czy miesięczników, tutejsi pisarze musieli o siebie walczyć „na wyjeździe". Zaistnienie w kraju utrudniała im słabość miejscowej humanistyki, wieloletni brak uniwersytetu, z którego rekrutować by się mogli towarzyszący im literaturoznawcy, krytycy. Bodaj jedynym o takiej pozycji był Erazm Kuźma.

Ale pisarz szczeciński miał też lepiej. Środowisko nigdy nie było liczne, wchodząc doń, stawał się elitą kulturalną miasta; stąd pozycja społeczna, a czasem przywileje, chociaż i obowiązki, odpowiedzialność… Nie wszyscy umieli temu sprostać, ale też nie wszyscy czerpali z tego zyski. Taka sytuacja niewątpliwie jednak rozleniwiała, autorzy jednej książki bywali „pisarzami" na lata. Z drugiej strony ci, co przeskoczyli opłotki, zdobywali renomę i popularność w Polsce, mieli prawo uważać, że określenie „pisarz szczeciński" - bez względu na intencje wpisane w nazwę, deprecjonujące - ich akurat nie dotyczy.

BT: - Myślę, że pisarze w Szczecinie, Koszalinie, Gorzowie, Wrocławiu długo po wojnie mieli trudniej niż pisarze w tzw. Centrali. Wyjaśniając przyczyny, trzeba by opisać społeczną sytuację tzw. ziem zachodnich, co zresztą zostało zrobione. Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać i w całej Polsce kłopoty zrobiły się podobne: braki papieru, lata czekania na druk książek, polityka, cenzura - i tak do końca Polski Ludowej. Potem pojawiły się inne trudności, np. zalew piśmiennictwa komercyjnego, które zwłaszcza z nowych wydawnictw wyrugowało dobrą literaturę. A dziś pisarzom w Szczecinie jest chyba podobnie jak gdzie indziej. Najtrudniej mają ambitni i nowatorscy,

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 03-12-2021



Image
Bogdan Twardochleb: „Najtrudniej mają ambitni i nowatorscy, poszukujący indywidualiści, a bez nich literatura i kultura daleko nie dojdą, będą kulawe”. Fot. Dariusz GORAJSKI
Image
Artur Daniel Liskowacki: „Muszę przyznać, że jestem już zmęczony słowem «tożsamość» w mówieniu i pisaniu o Szczecinie”. Fot. Dariusz GORAJSKI