24-02-2022 eKurier | Kurier Plus
Budowa doku kołem zamachowym
Stocznie inwestują
Podczas ostatniego panelu konferencji „Perspektywy polskiego przemysłu stoczniowego", zorganizowanej 24 stycznia w Szczecinie, jej uczestnicy omówili specyfikę, stan obecny oraz perspektywy na przyszłość i rozwój branży remontów statków, ze szczególnym uwzględnieniem stoczni Pomorza Zachodniego. Zwrócono uwagę na konieczność posiadania nowoczesnej infrastruktury pozwalającej na stworzenie atrakcyjnej oferty remontowej. W kontekście tym została przywołana budowa nowego doku pływającego dla Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia" w Szczecinie.
W dyskusji udział wzięli: Maria Skubniewska, prezes Funduszu Rozwoju Spółek, Małgorzata Jacyna-Witt, przewodnicząca rady nadzorczej FRS, Krzysztof Zaremba, prezes Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia", Marek Opowicz, prezes Stoczni Szczecińskiej „Wulkan", Grzegorz Wardzyński, dyrektor Pionu Technicznego Polskiej Żeglugi Morskiej, Dariusz Pajórek, dyrektor techniczny Polskiej Żeglugi Bałtyckiej oraz Jacek Kowalski, zastępca dyrektora biura finansowania FRS.
Na początku Krzysztof Zaremba, prezes MSR „Gryfia", przedstawił obecną sytuację spółki i wyjaśnił, w jaki sposób dźwiga się ona po trudnym okresie, w którym nie mogła w pełni wykorzystać swoich możliwości.
- Jeszcze na początku 2015 roku „Gryfia" była firmą de facto przeznaczoną do likwidacji - ocenił. - Poprzedni zarząd właścicielski zachowywał się tak, jakby ta firma była jakąś kulą u nogi, przeszkadzała mu, jakby rynek remontów, przebudów i modernizacji floty handlowej w Europie nie istniał, nie miał racji bytu. Sprowadziło się to do nietrafionych inwestycji na Wyspie Okrętowej, które naruszyły ciągi technologiczne i komunikacyjne samej stoczni, przymusowego połączenia ze stocznią w Świnoujściu, a do tego do wymuszania nieodpowiadania na zapytania ofertowe armatorów, w tym naszych, z Polską Żeglugą Morską na czele.
Doprowadzono do sytuacji, że „Gryfia" była wypożyczalnią doków i realizowała zlecenia tzw. stoczni teczkowych, prywatnych, które nie ponosiły żadnych kosztów utrzymania infrastruktury i ludzi, modernizacji, rozwoju etc. Stocznia stała się wydmuszką. Nawet pracownicy produkcyjni byli wyprowadzeni w ramach tzw. outsourcingu do spółki, która miała siedzibę na południu Polski. To wszystko trzeba było wyprostować i
Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 24-02-2022