29-04-2022 eKurier | Kurier Plus
3 maja 1982 r. 

Szczecin w oparach gazu łzawiącego

Szczecin w oparach gazu łzawiącego
Starcia milicji z demonstrantami obserwowali z okien mieszkańcy Szczecina. Dla niektórych skończyło się to tragicznie. Widoczny na zdjęciach dym, to efekt stosowania granatów z gazem łzawiącym.

Tego dnia w zadaniach dla MO pisano, że w momencie „wystąpienia nielegalnych pochodów i wystąpień o charakterze chuligańskim pododdziały zwarte przystąpią do rozpraszania zebranych osób. Do rozpraszania agresywnych grup wykorzystać wszystkie środki przymusu bezpośredniego z wyjątkiem użycia broni służbowej". I nie mylono się, bo szczecinianie zdecydowali się tego dnia ostro przeciwstawić się władzy.

Manifestacja rozpoczęła się o godzinie 10 w stałym miejscu, czyli pod tablicą ofiar Grudnia 1970 r. przy głównej bramie Stoczni im. A. Warskiego. Do godz. 14 składano tam kwiaty i wieńce oraz dołączali stoczniowcy opuszczający zakład po pierwszej zmianie. Około godziny 14 tłum liczył około 400 osób, śpiewał hymn Polski i Boże coś Polskę oraz wznoszono okrzyki „Musi przepaść rząd Wojciecha", „Zwolnić Mariana wsadzić Urbana", „Niech żyje Solidarność", „Zwolnić Jurczyka". Około godziny 15.30 ruszono spod stoczni w kierunku centrum miasta, niosąc transparent z napisem „Solidarność" oraz biało-czerwone flagi, nadal też skandując antysocjalistyczne hasła: „Precz z juntą", „MO - Gestapo", „Chodźcie z nami nie z wronami" etc. Jak napisano w raportach milicyjnych, „w tłumie dominowała młodzież oraz dzieci".

Po dotarciu do rejonu ulic Firlika i Dubois pierwszy batalion ZOMO przystąpił do rozpraszania tłumu, co jednak nie przyniosło rezultatu, bo „część uczestników po przeniknięciu między posesjami, podwórkami, sformułowała powtórnie grupę" i ruszyła dalej. Warto dodać, że do manifestacji dołączały kolejne grupy osób, co spowodowało, że w okolicach placu Kościuszki było już około tysiąca osób. Kolejne próby podejmowane przez ZOMO, aby spacyfikować demonstrację, nie powiodły się, co więcej, kolejne grupy osób zbierały się w różnych częściach miasta, co uniemożliwiało skuteczne ich rozbijanie przez ZOMO skoncentrowane w jednym miejscu.

Bezpardonowe działania milicji polegające na tzw. rozcinaniu tłumu czy inaczej dzieleniu ich na mniejsze grupy i pacyfikowanie przy użyciu środków przymusu bezpośredniego powodowały, że rosła agresja po obu stronach. ZOMO dokonało przegrupowania swoich sił i

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 29-04-2022