27-05-2022 eKurier | Kurier Plus
Przypadki chodzą po ludziach, czyli…

Opowieść o Kaskadzie

Opowieść o Kaskadzie
Małgorzata Gwiazda na planie filmowym. Jej ostatni film to „Kaskada. Moje życie, moja historia”.

Z Małgorzatą GWIAZDĄ, dziennikarką telewizyjną, autorką książek i filmów dokumentalnych, rozmawia Helena KWIATKOWSKA

- Skąd pomysł na film?

- To opowieść z cyklu: „przypadki chodzą po ludziach". W 2018 r. zrealizowałam swój pierwszy film dokumentalny pod tytułem „Kamienica". Zakwalifikował się na Festiwal Filmów Dokumentalnych „Nurt" w Kielcach. Po pokazie, po rozmowie z twórcami - pokaz to było kilka filmów, w ramach określonej kategorii konkursowej - podszedł do mnie jeden z widzów, pogratulował filmu, a potem - upewniwszy się uprzednio czy na pewno jestem ze Szczecina - zapytał o Kaskadę, czy kojarzę, czy pamiętam. Był marynarzem, więc kombinat gastronomiczny znał z tej marynarskiej strony. Rozmowę zakończył stwierdzeniem, że Kaskada, w jego ocenie, to dobry materiał na film dokumentalny. Wymieniliśmy się wizytówkami i… Kaskada została mi z tyłu głowy. Ogromny materiał do przepracowania, szczecińska legenda, więc czułam, że to będzie poważne wyzwanie dla kogoś, kto jest na początku drogi dokumentalisty. No cóż, uwielbiam wyzwania.

- Jakim kluczem tematycznym posłużyła się pani przy budowie scenariusza?

- Pierwszy odruch i myśl, to oczywiście pożar. Z tego Kaskada słynie przez ostatnie czterdzieści lat. I tym tropem zaczęłam podążać, ale nie czułam „porwania emocjonalnego" (porwanie emocjonalne: termin z psychologii, sytuacja, kiedy - mocno upraszczam - działa się na emocjach, do głosu nie dochodzi racjonalne myślenie, czyli kora mózgowa nie podejmuje decyzji). Zostawiłam projekt na kilka miesięcy i zakiełkował pomysł o opowiedzeniu o Kaskadzie inaczej. O niej, o czasach, o architekturze, o historii. Oczywiście to wszystko układało się z czasem. Pierwszy wniosek o dofinansowanie pod hasłem „Kaskada, historie subiektywne" odpadł… bo scenariusz nie zachwycił, nie wydał się atrakcyjny.

Był czas na poprawki i doprecyzowanie scenariusza. Wówczas, komukolwiek zwierzałam się z tego pomysłu, natychmiast pojawiał się strumień wspomnień - a to bal maturalny, a to obiady w stołówce, a to mafia szczecińska (wtedy jeszcze funkcjonowało określenie „grupa

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 27-05-2022