09-06-2022 eKurier | Kultura
Zachodniopomorskie premiery

Dom (nie)spokojnej młodości

Dom (nie)spokojnej młodości
Drugi finał, czyli epilog – na pierwszym planie Maria Dąbrowska Fot. Piotr NYKOWSKI

Kto się spodziewał fajerwerków - błysku dramatu, huku oskarżeń i feerii barwnych treści - mógł się poczuć zawiedziony. Wyciszonym początkiem, a potem stonowaną narracją, sprawiającą wrażenie ciągłego wstępu, scenami bez ekspresji, dialogami bez znaczenia, podobnie jak formułki powitania czy pożegnania, te wszystkie dzień dobry, do widzenia, dziękuję…

Takie prowadzenie spektaklu, konsekwentne - nomen omen - aż do bólu, rzeczywiście mogło być zaskoczeniem, zwłaszcza że niesie on tak zwane gorące tematy - LGBTQ+, fatalny stan polskiej psychiatrii dziecięcej, samobójstwa wśród młodzieży - a jego tytuł zapowiada emocje. Spartakus. Miłość w czasach zarazy. Jest w tych słowach walka, poświęcenie, są wielkie uczucia i wielkie symbole.

A na scenie? Zgrzebny, choć w istocie umowny realizm szpitalnych sal, nie tylko ciasnotą i metalowym ogrodzeniem przypominających klatki dla zwierząt, monotonny rytm codzienności - od pobudki, przez zajęcia grupowe, które słabo udają, że są terapią, posiłki, po sen - a w tym wszystkim zimne światło, bezbarwne głosy, powtarzające się komendy i tłumione medyczną rutyną międzyludzkie relacje.

To wszystko jednak efekt zamierzony; przedstawienie w reżyserii Jakuba Skrzywanka celowo i konsekwentnie unika emocjonalnego i estetycznego hałasu, stopniowo wciągając widza w ukazywany świat. Okrutny nie dlatego, że jakoś szczególnie opresyjny - to nie jest świat Lotu nad kukułczym gniazdem, znany z słynnej powieści Kesseya i jeszcze słynniejszego filmu Formana, a starszym widzom choćby ze spektaklu w tymże teatrze z roku 1979 - ale dlatego że zamknięty na uczucia, wyzbyty empatii, pogrążony w beznadziei.

Scenariusz Spartakusa, wspólne dzieło pisarki Weroniki Murek i samego Jakuba Skrzywanka, powstał na bazie głośnych swego czasu reportaży Jakuba Schwertnera, zatytułowanych właśnie Miłość w czasach zarazy, a także materiałów dokumentalnych oraz wywiadów z pacjentami, ich rodzicami i personelem medycznym oddziałów psychiatrii dziecięcej w Polsce.

Co przełożone zostało na kształt inscenizacji, której oszczędna teatralność współgrać ma z mocnym przekazem informacyjnym oraz ideowym przesłaniem. Łączy więc reporterski dokumentalizm z publicystyczną, oskarżycielską wymową faktów. Pojawiających się jako przerażające dane na ekranie nad sceną, a spuentowanych filmowym zapisem wypowiedzi dwóch matek, które opowiadają o traumatycznych doświadczeniach z młodzieżową psychiatrią. Natomiast symboliczny naturalizm scenerii - w której personel szpitala i pacjenci funkcjonują w bezdusznych relacjach niczym hodowcy z trzodą (wymoszczone sianem sale przywodzą na

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 09-06-2022



Image
„Spartakus”, scena zbiorowa – pacjenci oddziału psychiatrycznego Fot. Piotr NYKOWSKI