28-07-2022 eKurier | Kultura
Zachodniopomorskie premiery

Całość i kawałki

Całość i kawałki
Hana Umeda i Rytualnicy… Fot. Piotr NYKOWSKI

Nie wiem, czy stosunkowo letnie przyjęcie, z jakim spotkała się w Szczecinie premiera Wiarołomnej - odważnego, świadomie prowokującego spektaklu na scenie Malarni - to dobry czy może zły sygnał; tyleż dla Teatru Współczesnego, co i dla Szczecina. Dość, że ukazana w szczecińskim teatrze apostazja Hany Umedy nie wzbudziła tak gorących emocji, jakich się - być może - spodziewano.

A mowa tu przecież o sprawach drażliwych dla polskiej obyczajowości, w której religia wciąż odgrywa ważną rolę. Odejście od Kościoła - celebrowane artystycznie na deskach państwowego teatru - mogło wywołać różne reakcje.

Tymczasem obyło się chyba bez większego zgorszenia. I (na szczęście) bez pikiet, medialnych ataków, publicznego ostracyzmu, politycznych deklaracji. O ile wiem - od innych, bo nie śledzę komentarzy w sieci - jedynie internet poburczał nieżyczliwie, co znalazło swój wyraz i na niniejszych łamach. A i to przed premierą raczej niż po niej.

Czy przyczyną upalne lato, które zaczynało się w dniach premiery? Czy skala dramatów i problemów, którymi dziś żyjemy nie tylko w Polsce, obecnych w telewizji, ale i naszej codzienności, więc przesłaniających wydarzenia kulturalne bez względu na ich wagę? Czy kameralność samego przedsięwzięcia? Czy - mimo wszystko - łagodny ton inscenizacji, gdy zapowiedzi wskazywać mogły na ostrzejszą formę scenicznego wyznania?

Czy też zaważył na takim odbiorze charakter Szczecina, miasta, w którym artystyczne kontrowersje nie wywołują żywszych reakcji, a już zwłaszcza protestów. Jakie przecież - zwłaszcza w ostatnim czasie - zdarzały się w innych polskich miastach.

Tu skądinąd pojawia się pytanie, czy znaczy to, że Szczecin jest bardziej od tych miast tolerancyjny, czy raczej bardziej obojętny na kulturę i sztukę?

Pozostawię pytania owe bez odpowiedzi, bo zmieniłyby one recenzję w publicystykę, nie znaczy to jednak, że skupię się wyłącznie na scenicznym kształcie przedstawienia.

Wiarołomna to przecież spektakl o żywym społecznie podłożu, wart dyskusji, a i sporu. Nie wykluczam zresztą, że rozmowy o nim wytłumił na razie koniec teatralnego sezonu, a na polaryzację opinii wokół jego przesłania przyjdzie jeszcze czas.

Oby tylko nie stało się tak za sprawą jakichś instrumentalnie traktowanych interwencji. Spektakl dotyczy wszak nie politycznych czy światopoglądowych kwestii, ale wolności osobistej, religijności jako przestrzeni samorealizacji, którą ogranicza niekiedy nie tyle sama doktryna, ile rygory i destrukcyjne działanie takich wspólnot jak w nim ukazana.

Przy Wiarołomnej pracowało twórczo wiele osób (patrz: nota pod recenzją). Choć trzeba chyba przyjąć, że to w dużej mierze spektakl autorski. Swego rodzaju wyznanie - już nie wiary, ale jej utraty - czy może raczej potrzeby, by się z tą utratą godnie

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 28-07-2022



Image
Arkadiusz Buszko jako Zawierzona Fot. Piotr NYKOWSKI