05-08-2022 eKurier | Kurier Plus
Łączy ich chęć do smakowania życia w różnych aspektach

Gotujący faceci są najfajniejsi!

Gotujący faceci są najfajniejsi!
Grzegorz Kasdepke (po prawej) i Hubert Klimko-Dobrzaniecki byli gośćmi szczecińskiego Fikuśnego Festiwalu Literatury. Fot. Dariusz GORAJSKI

Monika GAPIŃSKA

- Jesteśmy facetami gotującymi i uważamy, że ci gotujący są najfajniejsi. Do tego im się lepiej żyje - mówił Grzegorz Kasdepke podczas Fikuśnego Festiwalu Literatury w szczecińskich Ogrodach Śródmieście. Ten pisarz jest autorem, wraz Hubertem Klimko-Dobrzanieckim, znakomitej książki (polecam!) pt. „Królik po islandzku". Podczas lektury z pewnością czytelnicy poczują smak agrestu na Islandii, ciepławego piwa z Lichtensteinu, humusu z wiedeńskiego dworca, pierwszych brzoskwiń w puszce kradzionych podczas pracy w OHP i chleba maczanego w sosie pieczeniowym, choć bez pieczeni na talerzu…

„Ludzie patrzyli na mnie jak na dewianta i mordercę"

W książce panowie opowiadają o smakowaniu życia całym sobą i o pierwszych razach doświadczanych wszystkimi zmysłami. Są tu anegdoty, wspomnienia i portrety - czasem refleksyjne, miejscami nawet sprośne (ileż jest tu historii erotycznych!), wszystkie z dużą dozą dystansu do samych siebie, ironii, dowcipu. Wiele z nich to opowieści okołokulinarne. Każde z opowiadań wieńczy przepis na dania, które kojarzą się autorom z najważniejszymi momentami w ich życiu, choćby C.K. słonina dziadka Staszka, sałatka z paszportem, kwaśnica po góralsku z Pomorza Zachodniego, naleśniki Elvisa, koperkówka przypadkiem, humus papieski, schabowe po koszalińsku, szakszuka, carbonnade a la flamande, przekąska wcale nie gówniana, dziwkarski makaron oraz szare kluski łyżką kładzione. Tak na marginesie - o tych ostatnich długo gawędziliśmy z panem Grzegorzem, bo w moim domu jada się je ze skwarkami i twarogiem, u niego z przysmażoną cebulką i boczkiem. Obiecał zatem spróbować klusek według receptury mojej babci…

Jak podkreślali pisarze, mimo że urodzili się pod innymi szerokościami geograficznymi, łączy ich chęć do smakowania życia w różnych aspektach. Tak właśnie powstała ich wspólna książka.

- Z pomysłem na tę książkę nosiłem się pięć lat. Od początku miałem dla niej tytuł, właśnie „Królik po islandzku" - zdradził Hubert Klimko-Dobrzaniecki. - Dlaczego taki tytuł? Otóż moja ciotka Rumunka kiedyś przyrządzała królika. To było na Dolnym Śląsku. Podczas gotowania cały czas opowiadała, jakie to mięso królika jest smaczne i wartościowe, szczególnie dla dzieci. Przypomniało mi się to, kiedy mój syn był mały. Jaś, który ma teraz metr dziewięćdziesiąt wzrostu, w dzieciństwie był niejadkiem. Żona odchodziła od zmysłów, co mu dawać do jedzenia, bo był taki dość mizerny. I ja wtedy postanowiłem, że zdobędę królika. A

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 05-08-2022



Image
W „Króliku po islandzku” autorzy opowiadają o smakowaniu życia całym sobą i o pierwszych razach doświadczanych wszystkimi zmysłami. Przywołane historie wieńczą przepisy na dania, które kojarzą się im z najważniejszymi momentami w ich życiu. Fot. Wydawnictwo Wielka Litera