29-02-2024 eKurier | Kultura
Zachodniopomorskie premiery

Życie i śmierć pana Moliera

Życie i śmierć pana Moliera
Magdalena (Dorota Chrulska) i biskup de Charron (Sławomir Kołakowski) Fot. Włodzimierz PIĄTEK

Na okładce bardzo skądinąd ciekawego programu do spektaklu Molier, czyli zmowa świętoszków, na tle koloru który bywa nazywany biskupim, widzimy czarny profil twarzy. W otwartych ustach królewskie jabłko zwieńczone krzyżem; białe, ale zamykające usta jak knebel. Białe jest też jednak wielkie otwarte oko, z dużą czarną źrenicą.

Symboliczne sensy tego wizerunku dobrze oddają intencję sztuki o Molierze, która - według samego autora - miała być „dramatem romantycznym", a stała się tragedią. Również jego własną. Michaił Bułhakow napisał ją w roku 1929, wierząc jeszcze, że uda mu się żyć i tworzyć w rządzonej przez Stalina „ojczyźnie proletariatu". Starał się - jak to wiek wcześniej pisał Mickiewicz, poddany innego władcy Rosji - „łudzić despotę"; Stalin trzymał go jednak na dystans, w szachu - przed matem, który mógł paść w każdej chwili.

Molier, czyli zmowa świętoszków była elementem tej szachowej rozgrywki, którą - na co miał nadzieję autor Mistrza i Małgorzaty - można się przed owym matem uchronić. A może nawet prowadzić grę do sukcesu. Choćby miało nim być tylko pokazanie Moliera… publiczności. Gra była piętrowa, ale czytelna.

Oto w stanowiące oś fabuły wydarzenia ostatniego okresu życia Jana Baptysty Moliera - chluby XVII wiecznej literatury francuskiej, klasyka światowego teatru - zabiegającego, mimo sprzeciwów kleru, o wystawienie Świętoszka, wpisał Bułhakow własne zmagania z sowieckim systemem. Molier to w jego sztuce to on sam, a wszechwładny Ludwik XIV - w tym Bułhakow pokładał szczególne nadzieje - to Stalin. Równie potężny jak Król Słońce, ale też równie mądry i wspaniałomyślny dla artystów.

Stalin jak i jego polityczne otoczenie dobrze zrozumieli pochlebstwo, tyle że wzgardzili nim, jako przejawem naiwnej służalczości twórcy, który próbuje być sprytny, a tymczasem sam otaczającej go rzeczywistości nie rozumie. Więc i tego, że jest z góry przegrany. W tej rozgrywce wykraczającej poza tradycyjne, kulturowo-polityczne relacje między Błaznem (królewskim komediantem), a jego Panem. Toczącej się zresztą na wielu szachownicach równocześnie, a Bułhakow był tylko pionkiem na jednej z nich.

Bułhakow nie rozumiał czegoś jeszcze. Że podobnie jak Molier - który walcząc z obłudą Kościoła i hipokryzją jego sług, tak naprawdę walczył z niewolą, narzucaną człowiekowi przez religijną doktrynę, leżącą u podstaw totalnej władzy - tak i on, rosyjski dramaturg, nie z cenzurą i błędami Systemu zmaga się w istocie, a z całym Systemem.

Przedstawienie Rafała Szumskiego odnosi się najwyraźniej do wszystkich tych sensów. Życie to gra kostiumowa, tu: z dodatkiem masek

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 29-02-2024



Image
Molier (Michał Janicki) i Armanda (Joanna Mizgier) Fot. Włodzimierz PIĄTEK
Image
Wojciech Wysocki jako Ludwik XIV Fot. Włodzimierz PIĄTEK