25-09-2024 eKurier | Kultura
Zachodniopomorskie premiery

Wszystkie kolory Poli

Wszystkie kolory Poli
W rolę Poli Negri wcieliła się Sylwia Różycka. Fot. Włodzimierz PIĄTEK

Pola Negri była sławna, piękna i bogata. Przebojem zdobyła ekrany przedwojennego kina, rozbłyskując jako gwiazda w Niemczech, potem w Stanach Zjednoczonych i na całym globie; fascynowała miliony, biły się o nią największe wytwórnie filmowe, a jej kariera stała się jednym z pierwszych popkulturowych mitów kinematografii.

Za wzlotem przyszedł jednak upadek; najpierw oczerniana, później zapomniana żyła jeszcze długo, ale - choć zamożnie - chyba nieszczęśliwie.

Kto by się jednak spodziewał, że Polita - musical o tej polskiej, czarnowłosej gwieździe Hollywood - wytłumaczy mu fenomen Apolonii Chałupiec, ubogiej dziewczyny z warszawskiego Powiśla, znanej światu jako Poli Negri, nie powinien mieć co do tego przesadnej nadziei. Ale kto się wybierze do Teatru Polskiego na wielkie i barwne, olśniewające efektami w 3D widowisko, pokazywane z powodzeniem zagranicą (Rosja, Niemcy), a i nagrodzone Grand Prix na międzynarodowym Festiwalu Musicali w Daegu (Kora Południowa, 2017), z pewnością się nie zawiedzie.

Polita, choć minęło już kilkanaście lat od jej prapremiery w Studio Buffo (2011), pokazała na szczecińskiej scenie całą swoją energię; jawiąc się jako wciąż młoda, piękna i atrakcyjna. Nic więc dziwnego, że premierowa publiczność zgotowała twórcom spektaklu - a przede wszystkim Januszowi Józefowiczowi, pomysłodawcy widowiska i jego reżyserowi, oraz Januszowi Stokłosie, twórcy muzyki do spektaklu - wielką owację, doceniając zarazem klasę licznego zespołu wykonawców. Nie bez kozery do oklasków wywołał też Józefowicz ekipę techniczną tego bardzo trudnego realizacyjnie przedsięwzięcia, bo w Szczecinie udało się ono niewątpliwie.

Przyznaję, szedłem na tę premierę nie bez rezerwy. Świat musicali nie jest moim światem teatralnym, a bombastyczne reklamy Polity, jako pierwszego w historii teatru spektaklu, w którym rzeczywistość przenika się ze światem wykreowanym dzięki efektom wirtualnej scenografii, podobnie jak zapowiedzi, że łączy się to z koniecznością nałożenia specjalnych okularów, by widzieć rzecz w trójwymiarze, raczej mnie niepokoiły niż zachęcały. Cóż począć, należę do zwolenników teatru, w którym to wyobraźnia, sama w sobie, kreuje sceniczną rzeczywistość.

Co nie znaczy, że nie cenię teatralnego widowiska, w którym rozmach idzie w parze z atrakcyjnością i artystycznym smakiem. Wiem zresztą dobrze, że teatr i w przeszłości korzystał z

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 25-09-2024



Image
Polita (Sylwia Różycka) i Ernst (Michał Janicki) Fot. Włodzimierz PIĄTEK
Image
Polita (Sylwia Różycka) tańczy z Valentino (Karol Drozd) Fot. Włodzimierz PIĄTEK