24-01-2025 eKurier | Kurier Plus
Dziki brzeg to był jego ostatni port

Śmierć samotnika

Śmierć samotnika
Jacht musiał zepchnąć łódź w kierunku brzegu, a kiedy woda opadła, jednostka osiadła na mieliźnie w 40. stopniowym przechyle.

Karol CIEPLIŃSKI

Mieszkał trzy lata na jachcie zakotwiczonym nieopodal trzcinowiska w pobliżu wschodniego brzegu jeziora Dabie na południe od Lubczyny. W połowie stycznia umarł w kabinie swojego jachtu. U jednych budzi uczucia politowania i zażenowania, inni uznają go za bratnią duszę i nieszczęśnika, którego los potraktował brutalnie, zbyt brutalnie. Dlaczego wybrał takie życie? A może to życie wybrało za niego? Tego nie wiemy. Prokurator prowadzi śledztwo, służby zbierają dowody.

Przypomnijmy. Na szczecińskim jeziorze Dąbie zmarł żeglarz, który od trzech lat koczował na jachcie zakotwiczonym przy brzegu między Czarną Łąką a Lubczyną. Żeglarz nie korzystał z płatnych przystani jachtowych. Co jakiś czas pojawiał się w oddalonej o kilka kilometrów Lubczynie - prawdopodobnie robił zakupy w tamtejszym sklepie. Tak twierdzą niektórzy nasi rozmówcy. Inni temu jednak zaprzeczają. Mówią, że rzadko pojawiał się we wsi. Uważano go za samotnika, bo

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 24-01-2025



Image
Jedna z tratw ratunkowych, którą żeglarz-samotnik najprawdopodobniej otrzymał od załogi większej jednostki w trakcie swoich żeglarskich wypraw, o których ciągle niewiele wiemy. Na boi znalezionej na tratwie widnieje napis St. Barbara. Fot. Karol CIEPLIŃSKI
Image
Basen portowy i keje w Lubczynie. Żeglarz nie skorzystał z gościnności tego portu. Fot. Karol CIEPLIŃSKI
Image
Spotkani w marinie Lubczyna żeglarze niewiele wiedzieli o żeglarzu-samotniku. Fot. Karol CIEPLIŃSKI
Image
Budynek przepompowni nad jeziorem Dąbie. To tu kurierzy pozostawiali przesyłki dla samotnika. Fot. Karol CIEPLIŃSKI