19-02-2025 eKurier | Kultura
ZACHODNIOPOMORSKIE PREMIERY
Komedianci podbijają świat
Kto już widział przebój szczecińskiego Teatru Polskiego - Politę, opowiadającą o Poli Negri, zapamiętał z pewnością Ernsta Lubitscha (postać graną przez Michała Janickiego), słynnego niemieckiego reżysera z lat 30-40. XX wieku, który stworzył z Apolonii Chałupiec gwiazdę kina. Lubitsch to postać wielowymiarowa - pochodzenie miał żydowskie, jego rodzina wywodziła się z Polski, a szczyt kariery osiągnął w Hollywood. Polita rozwija wątek jego sekretnego, niespełnionego uczucia do Poli, z którą jego życiowe i zawodowe drogi się rozeszły.
Najnowsza premiera w Polskim - Jeszcze Polska nie zginęła... póki się śmiejemy, ponownie do Lubitscha się uśmiecha, choć jego nazwisko pojawia się tylko w programie do spektaklu. W ważnym jednak kontekście. Ponieważ to on był reżyserem To be or not to be (1942), a właśnie ów film stał się scenariuszową bazą komedii Jürgena Hofmanna Noch is Polen nicht verloren - opowiadającej o tym, jak aktorzy polskiego teatru przeciwstawiają się wojnie i wodzą za nos okupantów.
Hofmann (ur. 1941), autor wielu sztuk, naukowiec specjalizujący się w wiedzy o teatrze, sięgnął po film Lubistcha nie bez kozery, jako że znalazł w nim to, co ludzi teatru fascynuje od lat, nieoczywiste związki sceny z rzeczywistością.
A że bywają one nie tylko nieoczywiste, ale i niezwykłe, dowodem cała ta historia głośnego w swoim czasie, a i dziś zaliczanego do klasyki dzieła Lubitscha. Którego scenarzystą był - uwaga - Melchyor Lengyel - węgierski Żyd, który też w Hollywood karierę zrobił, a Lengyel po węgiersku to przecież Polak! Scenariusz jego autorstwa wykorzystał zaś po latach Mel Brooks, inny mistrz amerykańskiej komedii, który w roku 1984 nakręcił - i zagrał w nim - reamake filmu Lubitscha - pokazywany u nas pod polskim tytułem Być albo nie być.
Szekspirowskie pytanie to rzecz jedna, ale jest też pytanie inne, dlaczego warszawską akcję filmowej opowieści, przeniósł Hofmana do Poznania? Czy aby nie dlatego, że Lengyel miał z Poznaniem związki? Przecież to na scenie Teatru Polskiego w Poznaniu odbyła się w roku 1932 premiera jego sztuki Płomienna noc. Czyżby Hofmann o tym wiedział, i w ten sposób chciał przypomnieć Lengyela-scenarzystę i znany mu zapewne osobiście poznański teatr?
Wpisywanie perypetii bohaterów sztuki w okupacyjną scenerię Poznania akurat - nawet jeśli przyjąć, że to tylko komedia - zdaje się tak czy owak naciągane. Wielkopolskę włączono do III Rzeszy (Wartheland), więc choć konspiracja tam
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 19-02-2025