14-03-2025 eKurier | Kurier Plus
Dysonans podstawą harmonii
Im ciszej, tym lepiej…
Jonasz DOT
Antonio Gramsci to niewidoczny idol komunistów, ich guru posiadający klucze do marksizmu. Mówi się o nim mało, tyle co nic. Nie ma go na transparentach i aby na niego trafić, trzeba czasami nieźle zagłębić się w czeluści czerwonej antyliteratury. O tym Włochu głośno być nie może. Dlaczego? Bo to on dał komunistom dość szczegółową mapę postępowania w drodze po władzę. Dlatego też, aby nie psuć szyków, lepiej aby pozostał w cieniu, a lud pozostał nieświadomy jego czerwonych wynurzeń tym bardziej, że na surowo brzmią one niesmacznie.
Gramsci wiedział, że marksizm jest na tyle patologicznym stanem umysłu, że aby go wprowadzić, trzeba to zrobić po cichu, używając kroków które samodzielnie niewiele znaczą, ale wszystkie razem prowadzą marksistów do upragnionego celu. Tak powstała doktryna, na której opierają się teraz niemal wszystkie działania czerwonych - doktryna hegemonii kulturowej Gramsciego. Możemy w niej znaleźć np. taki oto akapit:
„O zakresie wpływów nie decyduje wyłącznie władza polityczna, ale także, a nawet bardziej, instytucje społeczne, kulturalne, religijne. Zwycięstwo w tych obszarach zapewnia również władzę polityczną. Potrzebny jest „długi marsz przez instytucje". Ale samo przejęcie instytucji nie zapewni hegemonii. Potrzebne jest zniszczenie fundamentów obyczajowych, religijnych, moralnych, na których opiera się stare społeczeństwo: szacunku dla władzy, poszanowania religii, przywiązania do instytucji rodziny."
Brzmi znajomo? Troszkę szokujące, co? Gdyby tak o tym głośno i na wprost? Efekt byłby raczej odwrotny do zamierzonego. A co powiecie na taki cytat: „Musimy odznaczać się pesymizmem intelektu i optymizmem woli." Ten pesymizm intelektu to coś, co stanowi chyba największy znak rozpoznawczy komunistów. Bo jak można wytłumaczyć te wszystkie próby optymizmu intelektualnego ministry Nowackiej czy pani Żukowskiej? No, nie udały się! Z pustego i Salomon nie naleje. Pesymistki intelektualne…
Jednak ciekawym jest hasło „długiego marszu przez instytucje" przytoczone wcześniej. Aby to ułatwić, najpierw komunizm przemianowano na demokrację. Koniecznie i natychmiast. Nieważne, że logicznie to się kupy nie będzie trzymało. Komuna przebrana za demokrację - to dopiero szpagat! Później musimy powsadzać własnych ludzi na stołki. I tutaj wkracza do akcji ministra Hanna Wróblewska, nasza „ministerka" kultury, która do rządu dostała się w koniu trojańskim dosiadanym przez Donalda Tuska. Dzięki temu zabiegowi
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 14-03-2025