24-06-2025 eKurier | Szczecin/Region
Sprawca wypadku na pl. Rodła

Niepoczytalny i maksymalnie zabezpieczony

Niepoczytalny i maksymalnie zabezpieczony
Fot. Anna GNIAZDOWSKA/archiwum

Jest szykowany do transportu: z Aresztu Śledczego w Szczecinie będzie konwojowany do ośrodka maksymalnego zabezpieczenia niepoczytalnych - prawdopodobnie do Centralnego Szpitala Klinicznego w Gdańsku. Mowa o Grzegorzu Ł., który przed rokiem doprowadził do tragedii na pl. Rodła.

Decyzję w jego sprawie właśnie podjęła krajowa komisja psychiatryczna ds. środków zabezpieczających i wykonywania środków zabezpieczających w zakładach psychiatrycznych.

Podejrzany w roli niepoczytalnego

Twierdził, że czuł się zagrożony przez szajkę pedofilów. Gdy dostrzegł na przejściu dla pieszych jej członków - skręcił autem, żeby ich wyeliminować. Nie hamował, tylko wjechał w tłum ludzi - w przytłaczającej większości kobiety i dzieci - na pl. Rodła, skąd uciekając doprowadził do karambolu (al. Wyzwolenia). Tak stał się sprawcą tragedii, w której 22 osoby zostały ranne, w tym siedem ciężko, a jedna zmarła.

Grzegorz Ł. (34 l.) początkowo przyznał się do winy. Na tym etapie śledztwa prokuratura oskarżyła go więc o „działanie z zamiarem pozbawienia życia wielu osób i sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym". Jednak biegli psychiatrzy „rozpoznali u podejrzanego chorobę psychiczną i zgodnie uznali, że w czasie czynu miał on z powodu choroby zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Jednocześnie potwierdzając, że stan psychiczny podejrzanego wskazuje, iż „zachodzi wysokie prawdopodobieństwo ponownego popełnienia przez niego podobnych czynów zabronionych i tym samym wskazane jest

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 24-06-2025



Image
Grzegorz Ł. rok temu wjechał w tłum ludzi na pl. Rodła, skąd uciekając doprowadził do karambolu w al. Wyzwolenia. Tak stał się sprawcą tragedii, w której 22 osoby zostały ranne, w tym siedem ciężko, a jedna zmarła. Fot. Anna GNIAZDOWSKA/archiwum