06-02-2026 eKurier | Kurier Plus
Lata mijają, a stoczniowcy wciąż czekają na sprawiedliwość... (cz. 8)
Nigdy nie chciałem być naftowym szejkiem
Z Krzysztofem PIOTROWSKIM, prezesem holdingu stoczniowego, rozmawia Wojciech SOBECKI
- Z tymi budowami w nowej stoczni coś jednak nie wyszło?
- Nie wyszło, bo okazało się to, o czym wszyscy od dawna wiedzieli: politycy i ich nominaci nie potrafią budować statków. Przypomnę, że w 2002 roku nowa stocznia przekazała armatorom 4 statki: 2 ro-paxy i 2 kontenerowce, których budowę rozpoczęła Stocznia Szczecińska SA jeszcze pod moim zarządem. Kontrakty na te jednostki również podpisał nasz zarząd. Rok później stocznia zbudowała 7 z planowanych 10 jednostek. W kolejnych latach liczba budowanych statków utrzymywała się na podobnym poziomie. Potem było jeszcze gorzej. To, co politycy zrobili w stoczni, nie miało najmniejszych szans powodzenia. Żeby osiągnąć choćby minimalny zysk, Stocznia Szczecińska musiałaby budować co najmniej 12-14 statków. Przy budowie siedmiu czy nawet dziewięciu jednostek firma przynosi straty.
- Król, a raczej prezes nowej stoczni, okazał się nagi?
- Nie mogło być inaczej, bo nagi był od samego początku. Fotel prezesa w ładnym gabinecie, służbowy samochód z kierowcą i sekretarka nie podnoszą niestety ani umiejętności, ani kwalifikacji. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Stocznia nawet korzystając z - jak się później miało okazać - niedozwolonego wsparcia państwa, nadal przynosiła straty. Kiedy w 2004 roku weszliśmy do Unii Europejskiej sytuacja stała się jeszcze trudniejsza. Unijni urzędnicy zakwestionowali legalność pomocy udzielonej polskim stoczniom w latach 2004-2007. Ponadto Komisja Europejska domagała się jak najszybszej prywatyzacji polskich
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 06-02-2026