27-02-2026 eKurier | Kurier Plus
Pół wieku Teatru w Szczecinie

Współczesny zawsze współczesny!

Współczesny zawsze współczesny!
Jubileusz 1976, Nina Grudnik, Sławomira Łozińska, Tadeusz Zapaśnik, Jacek Polaczek Fot. archiwum TW/Janusz PISZCZATOWSKI

Artur D. LISKOWACKI

To raczej przypadkowe, ale z dzisiejszej perspektywy trochę zabawne: pierwszą premierą Teatru Współczesnego w Szczecinie, którą zobaczyli widzowie 13 marca 1976 roku, a więc jubileuszowe pół wieku temu, był… Jubileusz Edwarda Redlińskiego. Można więc rzec, że teatr, świętujący dziś swoje pięćdziesięciolecie (dokładniej: w sobotę, 28 lutego, - prapremierą „Sztuki protestu" Michała Buszewicza), zaczynał właśnie - nomen omen - od Jubileuszu!

Lata, swoją drogą, mijają - a bywała to droga kręta i trudna - tymczasem Współczesny w świadomości Szczecinian - i pewnie też wielu teatromanów w kraju, jako że z dawna już wyrobił sobie ogólnopolską markę - wciąż bywa teatrem dużo starszym niż wynika to z jego „papierów".

Co nie dziwne, jeśli zważyć, że afisze: „Wkrótce otwarcie Teatru Współczesnego" pojawiły się w mieście już w grudniu roku 1949. I od tego czasu nazwa Teatr Współczesny, przydana scenie na Wałach Chrobrego, funkcjonowała na równi z nazwą Teatr Polski, przypisaną scenie przy Swarożyca.

A te różne nazwy, z czasem też strategie artystyczne obu scen Państwowych Teatrów Dramatycznych, utrwalały przekonanie, że istnieją w mieście dwa teatry.

Na półwiecze trzeba jednak rzec jasno: Współczesny - ze swoim własnym zespołem i dyrekcją - ale też linią programową - narodził się wiosną 1976 roku. W efekcie podziału szczecińskich Teatrów Dramatycznych na odrębne, niezależne od siebie instytucje: Teatr Polski i Teatr Współczesny.

* * *

Nie zmienia to faktu, że narodził się Współczesny - tamten, niesamodzielny jeszcze - niejako u siebie. Bo w dawnym gmachu Stadtmuseum, wtedy już Muzeum Morskiego (dziś Narodowego), w którym wciąż mieszka.

Pomysł na teatr w tym miejscu miał już po wojnie Stanisław Czapelski, kierownik Wydziału Kultury Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie, człowiek teatru z przedwojennym stażem. Ocalały od zniszczeń, efektowny budynek muzeum wydał mu się dobrą lokalizacją dla teatru. Do jego pomysłu wrócił po trzech latach Zbigniew Sawan, pierwszy dyrektor upaństwowionego teatru w Szczecinie, mieszczącego się wtedy przy Swarożyca; bo marzyła się Sawanowi druga scena.

Pierwsze oficjalne informacje na jej temat pojawiły się w prasie w październiku 1949 roku; „Głos Szczeciński" (nr 206) ogłosił je pod budującym tytułem Budujemy nowy teatr.

I choć nie była to budowa, a raczej przebudowa muzealnych sal - mówiąc dokładniej: drugiego piętra - samo założenie, iż prace budowlane zakończone zostaną do końca roku, świadczyły o dużej determinacji organizatorów i wykonawców tego przedsięwzięcia.

I determinacja była; robotę wzięło na siebie Szczecińskie Przedsiębiorstwo Budowlane, a pracowano na trzy zmiany. Z zapałem godnym tamtych czasów, jako że teatr „służyć miał - jak podkreślono później w inauguracyjnym przemówieniu - „sprawie wielkiej budowy socjalizmu". Nic dziwnego, że ukończono rzecz całą w 56 dni!

Refleksja, iż zniszczono przy

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 27-02-2026



Image
Zdjęcie „rodzinne” twórców „Czekając na Godota”, 1983. Jedyne zdjęcie z archiwum teatru z udziałem trzech dyrektorów (byłych i obecnego): Mirosława Gawędy (pierwszy w górnym rzędzie), Kazimierza Krzanowskiego, Ryszarda Majora i niezwykle ważnej postaci dla teatru – scenografa Jana Banuchy (trzej na środku w dolnym rzędzie ze sznurkiem). Fot. archiwum TW/Jacek FIJAŁKOWSKI