10-07-2026 eKurier | Kurier Plus
Wołyń – lepsza jest prawda, czy iluzja pojednania?

Synku, jesteś cały we krwi

Synku, jesteś cały we krwi
9 lutego 2025 r., 6 rocznica odsłonięcia Pomnika Pamięci Ofiar Nacjonalistów Ukraińskich 1939-1947. Przemawia Mirosław Don. Fot. Ryszard PAKIESER

Roman CIEPLIŃSKI

W lipcu 2017 r. opisywaliśmy historię Mirosława Dona, mieszkańca Szczecina. Poniżej, z niewielkimi skrótami, przypominamy ją z okazji kolejnej rocznicy ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu.

Mirosław Don nosi w sobie historię, która przeraża, ale i daje nadzieję; a więc można żyć po czymś takim, nie oszaleć i starać się wybaczyć. Mój gospodarz ujmuje w dłoń wiązkę kilkudziesięciu medali. Biegał w maratonach, by… zapomnieć. Ale tego zapomnieć się po prostu nie da. Wydarzenia określane nazwą „Rzeź wołyńska" opisane i po wielekroć „wyjaśniane", od niedawna bardziej otwarcie, mają ciągle również wymiar „osobistych tragedii" ludzi żyjących wśród nas.

Nieistotny „przełom"?

Po publikacji artykułu na temat filmu „Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego otrzymałem list od urodzonego na Wołyniu Tadeusza Puszkina, który jako dziecko przeżył wydarzenia będące inspiracją dla scenariusza tego filmu, powstałego zresztą również na podstawie opowiadań innego wołyniaka - Stanisława Srokowskiego. Rzeź wołyńska pokazana w filmie Smarzowskiego - zdaniem T. Puszkina - nie oddaje skali i okrucieństwa tamtych wydarzeń. Po publikacji tych refleksji otrzymałem kolejne dwa listy od świadków z Wołynia. Jedna przesyłka była pokaźnych rozmiarów. W środku był pamiętnik z opisem wydarzeń z lat 1943-47. Niestety bez danych kontaktowych. Jak znaleźć autora w 400-tysięcznym mieście? Druga przesyłka była bardziej konkretna. Zareagował Mirosław Don, urodzony w Zastawiu w powiecie kostopolskim.

Odwiedziłem mieszkanie państwa Donów kilkakrotnie. Podobnie jak inni Wołyniacy Mirosław Don wyczulony jest na publikacje dotyczące Kresów, a szczególnie wydarzenia określane jako rzeź wołyńska. Ma sporą dokumentację, w tym przede wszystkim swoje wspomnienia i fotografie.

To przerasta wyobraźnię

Bieganie było dla niego formą ucieczki od wspomnień. Zaczął uprawiać ten sport, kiedy skończył 30 lat. Był amatorem. Brał udział w co najmniej 50 maratonach. Nie liczył swoich medali. Ma ich jednak - jak twierdzi - 18 kilogramów.

Wysiłek fizyczny na granicy ludzkiej wydolności, o czym świadczy zresztą przypadek pierwszego maratończyka, jako sportowe przeżycie ekstremalne powinien dorównywać intensywnością - sile traumatycznych wspomnień zawierających okrucieństwo, nienawiść i zło w czystej postaci, jakie ujawniło się podczas ludobójstwa na Wołyniu. Bezsenne noce, koszmarne sny, natrętne obrazy powracające we wspomnieniach, obsesyjne sceny okrucieństwa… To wszystko nie pozwalało normalnie żyć. Mirosław Don przyznaje, że kiedy biegł, jednocześnie uciekał od tych obrazów, wspomnień wywołujących cierpienie i ból.

- Próbowałem uwolnić się od wspomnień. Pomagało mi w tym bieganie - mówi mój gospodarz.

Przyznaje jednak, że był czas, szczęśliwy czas młodości, kiedy bieżące wydarzenia przesłoniły tamte

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 10-07-2026