02-10-2026 eKurier | Kurier Plus
Afera rublowa
Ruble transferowe, czyli pieniądze, które nie istniały naprawdę...
Wojciech SOBECKI
Rubel transferowy był wirtualną walutą, używaną do rozliczeń między państwami bloku socjalistycznego. W krajach kapitalistycznych rozliczenia oparte były o prawdziwego amerykańskiego dolara. W bloku komunistycznym stworzono pieniądz, który naprawdę nie istniał, był tylko wirtualnym przelicznikiem i zapisem księgowym, służącym do realizowania transakcji. Kiedy system upadał, najwięksi rynkowi gracze rodzącego się kapitalizmu doszli do wniosku, że na wirtualnym przeliczniku można zarobić pieniądze jak najbardziej prawdziwe.
Jak wirtualny rubel zamieniał się w prawdziwego dolara
Miliardowy przekręt był możliwy, ponieważ polski system bankowy wciąż działał jak w socjalizmie, a w Polsce już był wolny rynek. Między tymi systemami powstawała luka, którą można było wykorzystać, zarabiając naprawdę wielkie pieniądze. Ale w tej grze nie mogli uczestniczyć wszyscy, bo jak łatwo się domyślić, wymagała ona balansowania na granicy prawa.
Całym procederem sterowali funkcjonariusze służb specjalnych i właśnie dlatego nikt nie zgłaszał nieprawidłowości do urzędów skarbowych i organów ścigania. Trzeba było umieć szybko przelać wirtualne ruble z Moskwy do Polski pod pozorem zapłaty za towary, których nigdy nie tylko nie wysłano, ale nawet nie wyprodukowano. Taką umiejętność posiadali funkcjonariusze służb, przez lata działający po obu stronach polsko-radzieckiej granicy.
Proceder był dziecinnie prosty. Fabryka w Poznaniu produkowała meble, które sprzedawała spółce X w Warszawie. Spółka X „sprzedawała" meble firmie Y w Związku Radzieckim. Fizyczna sprzedaż nigdy nie następowała, ponieważ spółka Y otrzymywała tylko pustą fakturę do zapłaty za meble, które nigdy nawet nie opuściły poznańskiej fabryki. Radziecki partner płacił za meble firmie X rublami transferowymi, które polska spółka wymieniała w kantorach i bankach na dolary.
Proceder można było powtarzać wielokrotnie. Ponadto ceny eksportowe w rublach znacznie przekraczały średnie ceny w innych podobnych transakcjach, co czyniło biznes jeszcze bardziej opłacalnym.
Czy dyrektor fabryki w Poznaniu nie mógł sam, bez pośredników, zrealizować takiej transakcji? Oczywiście mógł, ale natychmiast zainteresowałyby się nim organy ścigania i urząd skarbowy. Zostałby posądzony o oszustwo, zawyżanie cen i wystawianie pustych faktur w obrocie międzynarodowym, a za to groziło więzienie.
Funkcjonariusze służb okradali dwa państwa: ZSRR i Polskę, i nikt się tym nie
...Pozostało jeszcze 80% treści
Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 02-10-2026